niedziela, 31 stycznia 2016

Od Lonely'ego - Świetlana przyszłość?

Kiedy wkroczyłem na tereny obcego mi stada, a mianowicie granicę między stadem Mroku, a stadem Światłości, nagle wszystkie stada zbiegły się i stanęły na granicach.
-Ej, coś ty, za jeden?-spytał jeden ze stada Mroku.
-Informacja do życia potrzebna?-uciąłem.
Wtedy na przód wepchnęła się klacz. Jej róg błyskał wokoło.
-Co tu się, do jasnej cholery, dzieje?-zapytała.-Widzę, że ktoś nowy?
-Otóż to.-odparłem krótko.
-Wybierz stado.-rzuciła, tak od razu.
-Ale...przepraszam? Nie znam tych stad.
-Stado Mroku, to my, stado Światłości, to tamci. Wybierz.-westchnęła, a w jej głosie słychać było złość i niecierpliwość.
-Niech będzie, Mroku.-rzekłem i wstąpiłem do koni po mojej prawej stronie.
Zaprowadziły mnie...dokładnie nie wiem gdzie, ale pewnie na ich tereny. Opowiedziałem im o sobie bardzo dużo, jak nie ja. Hah, im? To znaczy...tylko przywódczyni. Kiedy zostałem przyjęty, wyruszyłem na w miarę spokojne miejsce, a mianowicie Jezioro przy górze Chiliad, by tam uspokoić się i wszystko przemyśleć. Idąc tam, poczułem się...Obserwowany. Zignorowałem to. Nie chciałem, by ktoś mnie poznał, więc udawałem, że w ogóle go nie ma, o ile był. Zaraz, co? Nie, nieważne. Także szedłem sobie dalej. Kiedy tam dotarłem, usiadłem. Wow, robi wrażenie, naprawdę. Kiedy siedziałem, usłyszałem czyjeś kopyta. Pospiesznie się odwróciłem.
<Ktoś? Ktoś ty, ktosiu? :P>

Od Avengera CD opo Killera

Wstałem dosyć wcześnie. Nie mogłem poukładać na nowo myśli...Siedziałem w swojej jaskini i popijałem wódkę. Byłem strasznie roztrzepany. Chociaż gdyby nie Costa leżąca w szpitalu pewnie siedziałbym sobie tak do jutra.Zjawiłem się przed szpitalem.Zobaczyłem tam Killer'a i podszedłem do niego.
-Siema.-Mruknąłem spoglądając na zamknięte drzwi.
Killer spojrzał się na mnie.
-Siema...
Staliśmy tak w ciszy do puki nie otwarto lecznicy. Wbiegliśmy do środka i stanęliśmy oboje nad Costą.
-Żyjesz? - Spytaliśmy z przestrachem razem z Killerem.

Killer? Costa?

niedziela, 24 stycznia 2016

Od Killer'a CD opo Costy

- Costa!- Awenger wraz ze mną zerwał się z miejsca na widok upadającej przywódczyni.
W ostatniej chwili złapałem jej łeb, w przeciwnym razie uderzyła by nią mocno o ziemię.
- Ej Costa... Cholera! Ja ją biorę do lecznicy, a ty leć po Anothera - Powiedziałem przerzucając Costę przez grzbiet.
- Gdzie go znajdę?
- U niego w jaskini
- Ok... tylko uważaj na nią
- Leć!



W lecznicy Awenger unikał mojego wzroku, tak jak by się za to wszystko obwiniał. Powiedziałbym mu o tym, że Costa ma lekkie problemy ze zdrowiem, aleeeeeee uwielbiam patrzeć jak ktoś cierpi.
Cały czas nie było wieści o stanie zdrowia Costy, powoli zaczynałem się martwić.
- Awenger Killer, niestety nie możecie tu zostać na noc- Powiedział Another gasząc światła w lecznicy
- Ale czemu? - Spytał zdziwiony Awender
- Bo to nie hotel tłumoku i lecznica na noc jest zamknięta dla zdrowych koni- Powiedziałem zbierając się
W połowie drogi do mojej willi dogonił mnie Awenger.
- I tak o idziesz? Nie walczysz o to by móc przy niej czuwać?
- Yyy.. tak? Mam lepsze plany niż kłótnia z medykami o to czy mogę tam być
- No na pewno pójdziesz pić i przelecisz sobie jakąś klacz
- Pf... jak będę chciał to tak zrobię
- No tak tobie to na rękę, że Costa zejdzie bo jesteś jej zastępcą i wtedy władza przypadnie tobie!
W sekundzie przyparłem ogiera do najbliższej ściany klifu i lekko przydusiłem.
- Nie, nie było by mi to na rękę
- Bo w to uwierzę... miał byś władzę i nie musiał nikomu podlegać
- Co mi po tej władzy? Jak by mi na niej zależało to już dawno temu bym ją miał
- A co cie powstrzymuje?
Puściłem ogiera i ruszyłem spokojnym tempem w stronę mojej willi.
- Aaa... już rozumiem. Nasz amant się zakochał? Albo chce zaliczyć kolejną klacz....taką inną niż wszystkie
- Jak zaraz się nie zamkniesz to obiecuję ci, że rozwalę ci ten twój głupi łeb
Spojrzałem ostatni raz na niego i wzbiłem się w powietrze .

Szybowałem przed dłuższy czas w chmurach rozmyślając nad tym wszystkim... nie zależy mi na władzy, wszystko jest tak nie istotne gdy obok jest właśnie ona. Czasem mam wrażenie, że jak jej zabraknie to i ja zniknę... będę cieniem siebie.
Podleciał do mnie smok od Costy, a raczej jej były smok.
- Killer!  - Boże tylko nie ty
- Długo za mną lecisz?
- Dopiero przyleciałem
- Czego chcesz ?
- Co się dzieje z Costą ?
- Trochę gorzej się czuje... nic poważnego....tak sądzę- powiedziałem pod nosem
- Cały smoczy naród się o nią martwi. Miała o siebie dbać
- Ale Costa to Costa nic na siłę
- Tak wiem, ale masz mi jedno obiecać! Że będziesz się nią opiekował, nie zważając na nic
- Już się staram to robić
- Nie widać!
- Okey będę się bardziej starał, tylko ciężko przy niej
- Dlatego wybrałem ciebie
- Hah! Dzięki za tę nagrodę, a za razem karę
- Jeśli coś jej się stanie poważnego to ty za to zapłacisz!- Pogroził i poleciał
Ehh.. mam dość wracam do siebie.

Oczywiście u mnie pusto, ani żywej duszy. Takie życie... nie ma co narzekać. Zapaliłem w kominku, zgasiłem światła i z butelką wina rozsiadłem się na sofie....


- Killer!!! Proszę! Killer! - Głoś Costy
- Gdzie jesteś?! Costa!
- Kil....
- COSTA!!!!!
- Heh przykro mi amancie ona już nie żyje, czyż nie tego chciałeś?- Głos Awenger'a
- Wyjdź ty tchórzu!
- Hahahaha
Stałem w kompletnej ciemności gotowy na atak z każdej strony. Nagle z boku oświeciło się światło i wyłoniło ze zmroku ciało martwej Costy.
-Costa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zacząłem płakać nad jej ciałem i całować jej szyję... miałem nadzieję, że się obudzi...lecz ona z sekundy na sekundę stawała się zimniejsza.
-NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Zerwałem się z sofy jak poparzony, oddech mi wariował. Przetarłem oczy, spojrzałem na plamę rozlanego wina na dywanie i uświadomiłem sobie, że to był tylko sen. Nie miałem sił by posprzątać, wiec poszedłem do swojej sypialni i położyłem się spać. Jeszcze kilka razy sen się powtarzał....
Rano już stałem pod lecznicą i czekałem, aż ją otworzą.

Awenger


Od Costy CD opo Avenger'a

Zatkało mnie... nie wiedziałam co powiedzieć, zaczęło mnie przyduszać. W głowie miałam wielki mętlik... Chciałam mu coś powiedzieć, ale nie potrafiłam nic wykrztusić. Spojrzałam na niego z łzami w oczach. Miałam coś powiedzieć, gdy nagle przyszedł Killer. Jeszcze go tu brakowało...
- Ooo... kto postanowił wrócić- Zaśmiał się mrocznie Killer
- Tak, wróciłem. Masz coś do tego?
- Może i mam, ale zostawię to dla siebie. No chyba, że się będziesz wtrącał w nie swoje sprawy.- Killer zwrócił swój wzrok na mnie. - Costa? Ej! Costa co ci?
Patrzyłam na niego otępiale, obraz zaczął się zwężać i rozmazywać. Tętno mi przyśpieszyło... Ostatnie co widziałam to zrywającego się Killera w moją stronę. Potem nastała ciemność....

Killer 

Od Avenger'a CD Opo Costy

Usiadłem na podłodze.
-Costa, sama widzisz co się dzieje w stadzie odkąd tu jestem. - Powiedziałem popijając wodę.
-Widzę. Właśnie zauważyłam.
-Tak więc... Zastanawiam się nad odejściem. Przeze mnie w stadzie panuje dziwne napięcie. Nie to, żeby mi się tu nie podobało. Po prostu nie chcę narobić kłopotów.
Costa westchnęła i spojrzała się na mnie.
-Nie mogę cię tu zatrzymywać. Jednak gdybyś chciał wrócić to wiesz gdzie mnie znaleźć. - Mruknęła i zniknęła.
Odetchnąłem z ulgą. Nie było aż tak źle... Wybiegłem. Wyruszyłem kłusem w stronę lasu. Jeszcze raz spojrzałem się za siebie. "Żegnaj, piękna kraino" - Pomyślałem. Przekroczyłem granicę stada i ruszyłem galopem w przód. Nie wiem co mnie spotka. Zobaczymy.

*Tydzień, dwa później*

Nie mogę. Nie wytrzymam tak. Leżałem pod drzewem. Przyciśnięty do podłoża kamieniem. Gdybym chciał, zrzuciłbym go. Ale nie. Nie chciałem. Wolę tu zdechnąć!Albo jednak nie? Wstałem bez trudu i otrzepałem się z piachu. Wracam do stada. Wracam do Costy.

*W stadzie*

Znalazłem się na wzgórzu. Za chwilę, obok mnie pojawiła się Costa.
-Wróciłeś. - Powiedziała.
-Owszem. Wróciłem. Wróciłem do ciebie.
Costa zmierzyła mnie swoim wzrokiem. Na początku ulegałem temu spojrzeniu. Teraz, nie boję się go wcale.
-Jak to.. Do mnie? - Zapytała.
-Do ciebie. Przyjaciół się nie zostawia. - Uśmiechnąłem się lekko.
Costa także lekko się uśmiechnęła, jednak po chwili jej wzrok znów powędrował w ziemię.
-Ej.
-Co?
-Słuchaj, ostatnio wiele rozmyślałem.
-Nad czym?
-Bo chyba się zakochałem.
-I co? Mam klaskać? Bo nie kumam.
-Nie wiem jak jej mam to powiedzieć. Mogę na tobie poćwiczyć?
-Eh... Możesz. - Przewróciła oczami.
-Kocham cię.
-Okej, teraz idź i jej to powiedz.
-Właśnie to zrobiłem.

Costa?

sobota, 17 października 2015

Od Costy CD opo Avenger'a

Leniwe popołudnie, coraz bardziej czuć jesień. Deszcz deszcz deszcz, depresyjna pogoda. Nudy, nudy, nudy...

Ktoś puka do moich drzwi. Zrywam się by otworzyć, jeszcze na szybko ogarnęłam grzywę w lustrze. Z poślizgiem docieram do drzwi i je otwieram.
- No Hello
- O Killer, a co ty tu ...
Nie dokończyłam, a Killer już mnie całował

I nagle obudził mnie dzwonek, leniwym krokiem podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Już myślałam, że to Killer, ale był to Avenger.
- Hej, można ?
- Yyy... Tak, tak wejdź. Przepraszam za bałagan, ale spałam sobie i tak trochę nie znalazłam czasu by posprzątać
- Spoko
- Proszę rozgość się, coś do picia?
- Tak, wodę
- Coś chciałeś? Bo tak to nikt mnie nie odwiedza

Avenger

Od Costy CD opo Sonaty

- Nie no spoko, ja nie mam czasu, ale Killer będzie musiał go znaleźć- Uśmiechnęłam się złośliwie
- Ale nie chce się narzucać
- Spokooojnie
Poszłam z Sonatą do Killera
- Puk puk
- Wejść - Odezwał się zachrypnięty głos
W salonie na sofie siedział Killer i popijał whisky, wzrok miał utkwiony w okno.
- Przeszkadzamy?-Spytała Sonata
- Oczywiście, że tak. Tylko on nam tego nie powie prawda?- Odpowiedziałam na pytanie Sonaty
- I wypijmy za to- Powiedział Killer podnosząc szklankę w geście toastu. Upił trochę i niemal się krztusząc skierował wzrok na nas- Napijecie się czegoś?
- Nie dziękuję - Odpowiedziałam ponuro- Ale Sonata pewnie się czegoś napije, a jak już tak miło ją przywitałeś to możesz oprowadzić po stadzie i takie tam pierdoły. To ja lecę heyy

Sonata