sobota, 11 lipca 2015

Od Killer'a CD opo Veritaem

- Killer , miło poznać - Uśmiech nie schodził mi z pyska, no nie powiem jest na czym zawiesić oko
- Rozumiem, że to twoje miejsce .. ale jestem strasznie zmęczona i gdybyś pozwolił mi się tu na chwileczkę zatrzymać byłabym ci bardzo wdzięczna.
Veritaem  faktycznie wyglądała na zmęczoną, więc zgodziłem się by odpoczęła. Tak rozmawialiśmy i od słowa do słowa dowiedziałem się, że urodziła się jak ja na wolności. Opowiadała też o tym jak  wrogie stado zabrało ją z dala od rodziny i wykorzystywało  do ciężkich prac.
- I teraz tak sobie chodzisz sama po świecie ?
- Tak
- To trochę niebezpieczne
- Wiem, ale nie zamierzam tak długo
- W jakim sensie ?
- Słyszałam, że gdzieś w tych okolicach jest stado . Nie duże, ale bardzo gościnne, może bym do niego dołączyła
- A jak się nazywa ?
- Kurcze zapomniałam- Klacz wyglądała na zażenowaną , ale po chwili ją oświeciło - Wiem! To było stado gór dzikich
- Heh, a nie przypadkiem stado dzikich gór ?
- O! Właśnie tak, wiesz może gdzie są ich tereny ?
- Hyh przebywasz na nich
- I należysz do tego stada ?- Oczywiście to było pytanie retoryczne i nie dając mi odpowiedzieć wstała radosna- Zaprowadzisz mnie do przywódcy ?
- No niby tak, ale w sumie możesz to ze mną załatwić
- Aha kumam ty jesteś zastępcą
- Można tak powiedzieć. Oczywiście jeśli nie chcesz ze mną to mogę cię zaprowadzić do Costy, naszej przywódczyni

<Veritaem >


Od Black Night'a

Wstałem rano chcąc przytulić Rose. Ta odepchnęła mnie lekko więc powtórzyłem czynność. Ta jeszcze raz to zrobiła ale tym razem mocniej.
- Zostaw mnie w spokoju...
Pomyślałem że to chwilowe i wyszedłem z jaskini. Klacz leżała bezczynnie ale widać yło że jest radosna. Więc skąd to zachowanie? Postanowiłem pójść do znajomych. Nic nie poprawia humoru jak szczera rozmowa z przyjacielem i wspólne spędzanie czasu... Kiedy po południu udałem się do partnerki by z nią spędzić resztę dnia. Miałem nadzieję że już nie będzie się zachowywać jak rano... Podszedłem do niej i ucałowałem ją w czółko. Ta stała niewzruszona aż w końcu się odezwała.
- Gdzie byłeś?
- Ze znajomymi...
- Już mnie nie kochasz? Znajomi są ode mnie ważniejsi?
- Gadasz bzdury! Dzisiaj rano miałaś zły humor więc postanowiłem dać ci spokój...
- Ale mnie nie zdradzasz? - powiedziała to takim tonem i spojrzała zabójczym wzrokiem że zbladłem.
- Nie! Skąd ci przyszedł taki pomysł do głowy?!
- Nie wiem. - odrzekła klacz i położyła się w jaskini. Zerwałem jabłko z pobliskiej jabłoni. Usiadłem koło Rose i wręczyłem jej podarunek. Ta obwąchała lekko jabłko po czym je odrzuciło.
- Nie lubisz jabłek? - zdziwiłem się
- Lubię... Ale inne... Em.. zielone... Jestem zmęczona, idę spać.
- Dobranoc
- Echem.... Ta...
Tego już za wiele... Ona mnie traktuje jak psa na krótkiej smyczy. Nie pozwolę się tak traktować! Myślałem że jest wyjątkowa... Że to ta jedyna... Chyba się pośpieszyłem z tą decyzją... No trudno... Jutro z nią o tym pogadam... Już nie wypada iść do znajomych... Pójdę spać, najwyżej będzie środek nocy i pooglądam gwiazdy...
***
Obudziłem się rano. Klacz już nie spała. Chodziła głodna wokół drzewa próbując zerwać jabłka. A wczoraj mówiła że ich nie lubi... Cicho obserwowałem klacz. W końcu wyszedłem widząc trud Rose. Kiedy mnie zauważyła podskoczyła wysoko zrywając jabłko. Ugryzła kawałek bym nie widział i szybko wyrzuciła jabłko gdzieś daleko.
- Podobno ich nie lubisz...
- Bo nie lubię.
- To po co je zrywałaś? To marnotrawstwo...
- Bo się nudziłam. Niech cię to nie martwi.
- Rose, musimy poważnie porozmawiać...
- No co chcesz? - zapytała tak niechętnie przewracając oczami że wyglądała jakby zaraz miała zemdleć.
- Chodzi o nas... Ja już tak dłużej nie mogę, zry.... - jeszcze raz zastanowiłem się nad tym, nie będę mógł tego odwrócić ale nie mogę tego dłużej ciągnąć. - Zrywam z tobą.
- Co?! Nie możesz ze mną zerwać!!!
- Mogę.
- Nie, bo... bo... Ja z tobą zrywam!
- Za późno.
- Nie prawda!
- Skończmy temat. Z nami koniec. - powiedziałem i odleciałem do swojej dawnej jaskini.

piątek, 10 lipca 2015

Od Spery

Spakowałam tylko to, co najpotrzebniejsze - bandaże, leki przeciwbólowe, Oraz leki znieczulające. Skoro stado Ojca się zmieniło, to ktoś musi podszkolić medyków, ktoś musi się tym zająć. Przypomniała mi się moja rozmowa z Black Night'em. Dopiero teraz zrozumiałam, jak ważne są marzenia i dążenie do tego, aby się kiedyś spełniły. Do spełnienia moich marzeń nie potrzeba wiele. Black Night'a nie znam zbyt długo, jednak wzbudził moją sympatię i mam nadzieję, że jest szansa na to, że zostaniemy przyjaciółmi. Jednak najpierw zajmę się przeszłością po to, żeby bez żadnego problemu rozpocząć moją przyszłość - nową przyszłość, która z dawnymi czasami nie będzie miała nic wspólnego.
Postanowiłam wystartować znad jeziora. Zanim dotarłam na miejsce mijałam wiele koni, jednak nikt z nich nie był mi znany. Poznam ich, kiedy tylko wrócę. Do tego czasu czekajcie na mnie - mam sprawy do załatwienia.

<Wyjeżdżam na wakacje i nie będzie mnie 16/17.08 więc nie piszcie do mnie opków. Black Night wbijaj i pisz cd poprzedniego opka (nie tego). Jeżeli ktoś chce żebym dokończyła opka, to poczekasz na odpowiedź do 18/19.08 (Zaraz po powrocie tego nie zrobię)>

Od Veritaem

Biegłam spokojnie przez las. Od czasu do czasu zatrzymywałam się podziwiając malownicze krajobrazy. Było tu pięknie! Trawa była tu soczysta, a woda w potokach i rzekach przynosiła ochłodę. Od kilku dni szukałam stada, albo chociaż przyjaznych miejsc, w których mogłabym zostać na dłużej. Na razie niczego takiego nie spotkałam. Chociaż ten las wydawał mi się zamieszkany przez inne konie. Tak czy tak zatrzymałam się przy jeziorze. Napiłam się chłodnej wody bo byłam zmęczona ciągłym biegiem. Nagle usłyszałam jakiś szelest. Odwróciłam się. Był tam jakiś koń. Przyglądnęłam się mu uważnie. Wiedziałam, że nie wszystkie konie są mile nastawione, więc dla pewności cofnęłam się ostrożnie. Wiatr mówił, że nie mam się czego bać. Uśmiechnęłam się lekko do nieznajomego.
-Jestem Veritaem. A ty, skąd jesteś i co tu robisz? - zapytałam niepewnie.
<Ktoś?>

sobota, 4 lipca 2015

Nowy członek

http://pre02.deviantart.net/6bcb/th/pre/f/2011/353/7/c/7cd62f90e114746b9137cf95ea7b53c6-d4jjgca.png 
 Stado: Mroku
Imię: Veritaem lub Verit
Płeć: klacz
Wiek: 4 lata
Rasa: Mustang
Cechy charakteru: na ogół: Na co dzień jest miła, choć nie lubi rozmów z innymi. Chce jednak zawierać nowe przyjaźnie i mieć przy sobie kogoś komu może zaufać. Dzika, kocha wolność. Jest sprawiedliwa i odważna. Ma dar mowy, którego nie chce marnować i używa go w obronie innych.
podczas walki: Jest bezlitosna, szydercza. Zawsze sprawiedliwa i każdemu daje wyrok na jaki zasłużył.
Rodzina: Ma siostrę, ale rozstanie dzieli je od najmłodszych lat.
Historia: Urodziła się na wolności, jako w pełni dziki koń. Cieszyła się wolnością przez długi czas. Nie wiedziała co to ludzie i wiodła spokojne życie między swoim stadem. Jednak ten piękny sen musiał się w końcu skończyć. Zaczęła się wojna o jedną z gór w której mieścił się olbrzymi skarbiec. Należał do jej stada, ale inne przywłaszczyło sobie cały ten teren. Był jeden warunek – ktoś albo się poświęci, albo drugie stado zaatakuje. Nikt się nie poruszył, wszyscy chcieli krwi i walki. Ale ona jedyna wyszła z pomiędzy innych. Wrogie stado zabrało ją z dala od rodziny. Wykorzystywali ją do najcięższych prac. W ten sposób zyskała siłę i zwinność. Lecz po roku spędzonym w niewoli zapomniała kim naprawdę jest. Wygnali ją za zdradę i to właśnie tu postanowiła odnaleźć swoje prawdziwe powołanie.
Partner: Nie planuje, ale może…
Nadzwyczajne umiejętności:
Czyta z gwiazd, pogody.
Słucha płynącej wody i wiatru.

Właściciel: apples

piątek, 3 lipca 2015

Od Exile'a CD opo Soni

- BO widzisz za te wszystkie lata tu jest rekompensata! Zraniłem wystarczającą ilość osób, nie pomogłem mojemu stadu , zmarli przeze mnie! - powiedziałem wciąż jeszcze z lekko wysokim tonem.
- Ale.... - zaczęła Sonia.
- Może nie powinienem tu dołączyć .... jeszcze może kogoś zranię....- wymamrotałem bo znowu usłyszałem w oddali rozpaczliwe wołanie o pomoc mojej rodziny. Powoli ruszyłem na tereny stada mroku , nie wiem czy Sonia za mną szła. Myślałem nad tym ,że jestem wyrzutkiem , nigdy nie ułożę sobie życia. Powinienem nie pozwolić by ktoś mógł choć trochę się do mnie przywiązał. Gdy się ocknąłem byłem w miejscu granic Stada Mroku i Stada Światłości. Spojrzałem się za siebie, ujrzałem Sonię. Najwyraźniej mam zaburzenia emocjonalne. Odwróciłem się do niej całym ciałem.
- Przepraszam... głupio wyszło ... - powiedziałem chropowatym głosem.

< Sonia , brak weny , ciąg dalszy ;(>

środa, 1 lipca 2015

Od Spery CD opo Black Night'a

O czym marzę? Pytanie nie sprawiło mi większej trudności
- Marzę o gronie przyjaciół, którzy zostaną ze mną na dobre i na złe. W sumie ni musi to być grono. Nawet jeden przyjaciel wiele by dla mnie znaczył.
- Nie miałaś nigdy przyjaciół?
Ogier zdawał się być zdziwiony
- Zanim tu dołączyłam należałam do stada, w którym nie znano słów litość, miłość, przyjaźń. Przywódca dążył do tego, aby stworzyć idealną armię, którą podbije cały świat. Teraz wiem, że nawet gdyby udało mu się stworzyć armię idealnych żołnierzy, to nie podbiłby co najmniej jednego miejsca - Stada Dzikich Gór
Ogier uśmiechnął się
- Nie spodziewałbym się po tobie takiej przeszłości
- Mówi się trudno i idzie się dalej
Ja również się uśmiechnęłam
- Teoretycznie też dwie poznane osoby przedstawiają się sobie
Dawno się nie śmiałam nawet tak cicho jak teraz
- Spera jestem
- Black Night
Spojrzeliśmy w migoczące wody
- A ty masz jakieś marzenie?
Nie ukrywam, iż zaciekawiła mnie jego osoba
<Black Night?>