wtorek, 31 marca 2015
Killer
Niestety dowiedziałam się , że właścicielka Killera jest w szpitalu nie wiem na jak długo , ale prosiła przeprosić za nie odpisywanie na opowiadania . Oczywiście życzymy jej powrotu do zdrowia .
Od Rose CD Opo Black Night
Przedzieraliśmy się przez zarośnięte łąki. W końcu na drugim końcu łąki
zauważyłam przywódcę Stada Światłości - Mustanga. Podeszłam powoli do
niego , a Night powiedział.
- Chciałbym dołączyć do stada. - rzekł pewnie Night.
- Oczywiście że możesz dołączyć - rzekł Mustang.
Gdy odeszliśmy dalej Night powiedział.
- Dziękuję ci emmmm... za przyprowadzenie do przywódcy. - powiedział i uśmiechnął się.
- Proszę. A ja ci dziękuję za to że mnie obroniłeś... - powiedziałam i przytuliłam się do niego po czym odbiegłam do jaskini bez słowa.
<Night?>
- Chciałbym dołączyć do stada. - rzekł pewnie Night.
- Oczywiście że możesz dołączyć - rzekł Mustang.
Gdy odeszliśmy dalej Night powiedział.
- Dziękuję ci emmmm... za przyprowadzenie do przywódcy. - powiedział i uśmiechnął się.
- Proszę. A ja ci dziękuję za to że mnie obroniłeś... - powiedziałam i przytuliłam się do niego po czym odbiegłam do jaskini bez słowa.
<Night?>
piątek, 27 marca 2015
Od Soni CD opo Silver Golda
Stałam nad nieznajomym mi ogierem wpatrując się w niego. Sama nie
wiedziałam co właściwie powiedzieć. Popatrzyłam na chwilę w innym
kierunku próbując jakoś poukładać słowa w logiczną całość. W końcu znowu
się do niego odwróciłam i zaczęłam mówić:
- Nie. To nie jest moje miejsce. Jak chcesz to sobie leż jeśli Ci się tu podoba.
- Naprawdę? To super... Ja mam na imię Silver Gold a ty?
- Ja? No cóż... Ja mam na imię Sonia.
Odeszłam trochę w cień bo słońce mnie trochę za bardzo dogrzało. Po czym znowu zaczęłam mówić:
- Masz jakieś stado?
- Miałem ale odszedłem z niego.
- Niech zgadnę... Miałeś w nim jakieś złe przeżycia. Nie mylę się?
- Tak to prawda ale z kąt Ty to wiesz?
- To po prostu przeczucie. Można powiedzieć że ja też miałam złe przeczucia w moim stadzie... ale nie chcę o tym mówić. Teraz zaczęłam wszystko od nowa. A ty?
- Co ja?
- Czy znalazłeś swoją drogę? Stado czy coś w tym rodzaju?
- Nie. To znaczy... Szukam. Tak. Szukam swojego miejsca.
Nagle zobaczyłam że ogier bardzo uważnie mi się przygląda. Nie wiedziałam o co mu chodzi ale nie czułam się przy nim zagrożona.
< Silver Gold ? >
- Nie. To nie jest moje miejsce. Jak chcesz to sobie leż jeśli Ci się tu podoba.
- Naprawdę? To super... Ja mam na imię Silver Gold a ty?
- Ja? No cóż... Ja mam na imię Sonia.
Odeszłam trochę w cień bo słońce mnie trochę za bardzo dogrzało. Po czym znowu zaczęłam mówić:
- Masz jakieś stado?
- Miałem ale odszedłem z niego.
- Niech zgadnę... Miałeś w nim jakieś złe przeżycia. Nie mylę się?
- Tak to prawda ale z kąt Ty to wiesz?
- To po prostu przeczucie. Można powiedzieć że ja też miałam złe przeczucia w moim stadzie... ale nie chcę o tym mówić. Teraz zaczęłam wszystko od nowa. A ty?
- Co ja?
- Czy znalazłeś swoją drogę? Stado czy coś w tym rodzaju?
- Nie. To znaczy... Szukam. Tak. Szukam swojego miejsca.
Nagle zobaczyłam że ogier bardzo uważnie mi się przygląda. Nie wiedziałam o co mu chodzi ale nie czułam się przy nim zagrożona.
< Silver Gold ? >
czwartek, 26 marca 2015
Od Soni
Widziałam moją rodzinę za czasów gdy żył mój ojciec. Widziałam tańczące
kwiaty na łąkach pośród traw i ptaki szybujące radośnie pośród drzew
pięknie przy tym śpiewając. Widziałam źrebaki i klacze bawiące się w
berka i ogiery dumnie spoglądające na swych potomków i ich wybranki.
Wszystko było tak realne. Bawiłam się z mamą i tatą gdy byłam jeszcze
małym urwisem. Tata udawał że jest wolniejszy ode mnie żebym mogła się
cieszyć zwycięstwem. A mama pękała cała ze szczęścia. Widziałam jej
piękny uśmiech gdy tata żył... Była tak szczęśliwa. Wszyscy byli. Nagle
zaczęły się zbierać czarne chmury a ja znowu stałam się dorosła i stałam
nad ciałami swych rodziców. Oboje byli martwi. Lecz ich dusze patrzyli
na mnie i jakby mówiły: " Kochanie. Nic nam nie jest. To tylko zamiana
światów. Nie martw się o nas." W tedy nagle on zniknęli a przed oczami
stanął mi Gawaj-stars. Patrzył na ciała moich rodziców a po tem spojrzał
nagle na mnie po czym powiedział: " To czeka także Ciebie. Znajdę Cię
choćby na końcu świata! " I w tedy nagle mnie obudziły ciepłe promienie
słońca które padały na moją twarz. A w oddali słyszałam piękny śpiew
ptaków. I znowu poczułam się w miarę bezpiecznie. Cieszyłam się że to
był tylko koszmar. Czułam jak strach jest ukryty głęboko w moim sercu.
Otworzyłam powoli oczy i ujrzałam przed sobą jakąś klacz. A właściwie
jednorożca. Spojrzałam na nią z przerażeniem. Lecz ta powiedziała:
- Nie martw się. Nie jestem zagrożeniem. Jesteś już bezpieczna.
- Niestety nie wydaje mi się żeby tak się stało stało - odpowiedziałam - Nie przestaną mnie ścigać dopóki wciąż będę żyła.
- Nie jesteś z tych okolic prawda? Z kąt jesteś i dlaczego Cię ścigają? Zrobiłaś coś złego?
- Nie. Nie zrobiłam nic złego. Po prostu uciekłam z mojego byłego stada i chcą mnie za to ukarać. Miałam wybór: Wrócić z powrotem do stada albo umrzeć. Oczywiście wolę żyć ale postanowiłam uciekać i walczyć o swoją wolność i szczęście w życiu.
- Ktoś Cię tam źle traktował?
- Wszyscy byli tam źle traktowani. Z wyjątkiem ogierów.
- To znaczy?
- Gdy żył mój ojciec wszystko było wspaniale ale gdy władzę po śmierci mego ojca przejął inny ogier, zaczęły się tortury dla wszystkich klaczy i tych którzy się mu nie podporządkowywali. Inaczej mówiąc, władzę przejął tyran i ogier bez serca czy też sumienia.
- Jak długo uciekasz?
- Uciekam już klika miesięcy. Błąkając się od krainy do krainy. Szukając swojego miejsca w świecie gdzie znowu będę szczęśliwa. Tylko tyle.
- Czyli ten ogier co cię ścigał...
- Był wynajęty przez obecnego przywódcę mojego byłego stada żeby mnie sprowadzić bądź gdy stawię opór... zabić.
Przez chwilę jakby tajemnicza nieznajomo się zamyśliła. Nic nie mówiłam bo chciałam żeby przemyślała spokojnie to co ją zastanawiało. Spokojnie czkałam aż w końcu się odezwała.
- A właśnie ! Zapomniałam Ci się przedstawić. Mam na imię Costa i jestem przywódczynią stada mroku.
- Miło mi poznać - powiedziałam - Ja mam na imię Sonia. Bardzo Ci dziękuję za uratowanie mi życia. Gdyby nie ty to pewnie by mnie zabił...
- Nie ma za co. Potrzebowałaś pomocy więc Ci ją dałam.
- Jeszcze raz dziękuję. Nie chcę sprawiać więcej problemów więc pójdę dalej przed siebie...
W tedy próbowałam wstać lecz rany które odniosłam w trakcie ucieczki były o wiele poważniejsze niż mi się zdawało. W tedy właśnie zobaczyłam że mam opatrzone rany. W tedy klacz znowu przemówiła:
- Nie próbuj się podnosić. To tylko sprawi że wyrządzisz sobie jeszcze większą krzywdę.
- Nie chcę być dla nikogo ciężarem...
< Costa ? >
- Nie martw się. Nie jestem zagrożeniem. Jesteś już bezpieczna.
- Niestety nie wydaje mi się żeby tak się stało stało - odpowiedziałam - Nie przestaną mnie ścigać dopóki wciąż będę żyła.
- Nie jesteś z tych okolic prawda? Z kąt jesteś i dlaczego Cię ścigają? Zrobiłaś coś złego?
- Nie. Nie zrobiłam nic złego. Po prostu uciekłam z mojego byłego stada i chcą mnie za to ukarać. Miałam wybór: Wrócić z powrotem do stada albo umrzeć. Oczywiście wolę żyć ale postanowiłam uciekać i walczyć o swoją wolność i szczęście w życiu.
- Ktoś Cię tam źle traktował?
- Wszyscy byli tam źle traktowani. Z wyjątkiem ogierów.
- To znaczy?
- Gdy żył mój ojciec wszystko było wspaniale ale gdy władzę po śmierci mego ojca przejął inny ogier, zaczęły się tortury dla wszystkich klaczy i tych którzy się mu nie podporządkowywali. Inaczej mówiąc, władzę przejął tyran i ogier bez serca czy też sumienia.
- Jak długo uciekasz?
- Uciekam już klika miesięcy. Błąkając się od krainy do krainy. Szukając swojego miejsca w świecie gdzie znowu będę szczęśliwa. Tylko tyle.
- Czyli ten ogier co cię ścigał...
- Był wynajęty przez obecnego przywódcę mojego byłego stada żeby mnie sprowadzić bądź gdy stawię opór... zabić.
Przez chwilę jakby tajemnicza nieznajomo się zamyśliła. Nic nie mówiłam bo chciałam żeby przemyślała spokojnie to co ją zastanawiało. Spokojnie czkałam aż w końcu się odezwała.
- A właśnie ! Zapomniałam Ci się przedstawić. Mam na imię Costa i jestem przywódczynią stada mroku.
- Miło mi poznać - powiedziałam - Ja mam na imię Sonia. Bardzo Ci dziękuję za uratowanie mi życia. Gdyby nie ty to pewnie by mnie zabił...
- Nie ma za co. Potrzebowałaś pomocy więc Ci ją dałam.
- Jeszcze raz dziękuję. Nie chcę sprawiać więcej problemów więc pójdę dalej przed siebie...
W tedy próbowałam wstać lecz rany które odniosłam w trakcie ucieczki były o wiele poważniejsze niż mi się zdawało. W tedy właśnie zobaczyłam że mam opatrzone rany. W tedy klacz znowu przemówiła:
- Nie próbuj się podnosić. To tylko sprawi że wyrządzisz sobie jeszcze większą krzywdę.
- Nie chcę być dla nikogo ciężarem...
< Costa ? >
Od Silver Golda
Wstałem rano i zacząłem się rozglądać. Nie wiedziałem co się dzieję, nie
byłem niczego świadom. Po ocknięciu spostrzegłem się że ktoś nade mną
stoi. Była to klacz. Wpatrywała się we mnie tak uważnie że aż zaczęło to
mnie przerażać.
- Witaj? To twoje miejsce? Mogę pójść jak chcesz... - odrzekłem
Niestety klacz nie odpowiedziała i na chwile odwróciła wzrok. Pomyślałem "Okazja żeby uciec!" ale coś mnie podtrzymało i zostałem na miejscu. Klacz znowu skierowała na mnie wzrok. Tym razem bardziej przyjrzałem się jej oczom. Były pięknie, błyskotliwe, po prostu cudowne! Niestety samej klaczy nie ujrzałem gdyż słońce mi na to nie pozwalało. Nagle klacz niespodziewanie się odezwała.
< Ktoś? >
- Witaj? To twoje miejsce? Mogę pójść jak chcesz... - odrzekłem
Niestety klacz nie odpowiedziała i na chwile odwróciła wzrok. Pomyślałem "Okazja żeby uciec!" ale coś mnie podtrzymało i zostałem na miejscu. Klacz znowu skierowała na mnie wzrok. Tym razem bardziej przyjrzałem się jej oczom. Były pięknie, błyskotliwe, po prostu cudowne! Niestety samej klaczy nie ujrzałem gdyż słońce mi na to nie pozwalało. Nagle klacz niespodziewanie się odezwała.
< Ktoś? >
niedziela, 22 marca 2015
Od Costy CD opo Soni
Jak zwykle gdy ktoś obcy przedziera się przez naszą granicę zaraz o tym wiem , nie tylko ja . Moje myśli zaraz powędrowały do Killera .
Bez namysłu wparowałam na cmentarz , bez planu ... To było głupie , ale zobaczyłam Sonie i musiałam zareagować .
- Zostaw ją !
- Heh bo co mi zrobisz ? - No właśnie co mu niby zrobię ? Teraz jak jestem w takim stanie - Hymm?
- Ja ... ja ...rozkazuje ci opuścić tereny tego stada
- Bo co ? - Ogier niebezpiecznie się do mnie zbliżył - Ładna grzywa ... przed twoją śmiercią będę cię za nią ciągnął - mówiąc to pociągnął mnie za grzywę
-Ał ...
Nagle ogier mnie puścił i poleciał na ziemie . Przede mną stał Killer i spoglądał prosto w oczy .
- Sonia - Rzuciłam się pędem do klaczy - Killer ona jest ranna !
- Chwila - Podszedł do ogiera - Żebym cię tu już nigdy nie widział !
Ogier uciekł , a Killer szybko wziął na grzbiet nieprzytomną Sonie i pobiegliśmy do medyka ...
- I co z nią ? - Spytał Killer gdy wyszłam od Anothera
- Ponoć okey tylko jest strasznie słaba ... Czemu nie wiedziałam , że jesteś na cmentarzu ?
- Bo nie byłem do puki tobie nic nie groziło - Killer zbliżył się i mnie pocałował - Nie chce się stracić , ale też na ciebie nie zasługuje .
- Możemy spróbować - Mocno się w niego wtuliłam i nie chciałam puścić
- Muszę iść ... zapomnij o nas bo tego nigdy nie będzie . Nie chcę cię narażać na niebezpieczeństwo mojego świata ...
I mnie opuścił , ponuro się zrobiło w ten wiosenny dzień
Sonia
Bez namysłu wparowałam na cmentarz , bez planu ... To było głupie , ale zobaczyłam Sonie i musiałam zareagować .
- Zostaw ją !
- Heh bo co mi zrobisz ? - No właśnie co mu niby zrobię ? Teraz jak jestem w takim stanie - Hymm?
- Ja ... ja ...rozkazuje ci opuścić tereny tego stada
- Bo co ? - Ogier niebezpiecznie się do mnie zbliżył - Ładna grzywa ... przed twoją śmiercią będę cię za nią ciągnął - mówiąc to pociągnął mnie za grzywę
-Ał ...
Nagle ogier mnie puścił i poleciał na ziemie . Przede mną stał Killer i spoglądał prosto w oczy .
- Sonia - Rzuciłam się pędem do klaczy - Killer ona jest ranna !
- Chwila - Podszedł do ogiera - Żebym cię tu już nigdy nie widział !
Ogier uciekł , a Killer szybko wziął na grzbiet nieprzytomną Sonie i pobiegliśmy do medyka ...
- I co z nią ? - Spytał Killer gdy wyszłam od Anothera
- Ponoć okey tylko jest strasznie słaba ... Czemu nie wiedziałam , że jesteś na cmentarzu ?
- Bo nie byłem do puki tobie nic nie groziło - Killer zbliżył się i mnie pocałował - Nie chce się stracić , ale też na ciebie nie zasługuje .
- Możemy spróbować - Mocno się w niego wtuliłam i nie chciałam puścić
- Muszę iść ... zapomnij o nas bo tego nigdy nie będzie . Nie chcę cię narażać na niebezpieczeństwo mojego świata ...
I mnie opuścił , ponuro się zrobiło w ten wiosenny dzień
Sonia
OD SONI
Patrzyłam się na ogiera który stał przede mną... Był ogromnym
czarno-czerwonym ogierem. Było widać po oczach że ma w sobie samo
zło...Mimo mojego pytania nie odpowiedział. Za to zobaczyłam jakby lekki
uśmiech na jego ustach. Nagle się odezwał:
- Ciężko Cię złapać jak na taką drobną klaczkę jesteś całkiem sprytna i silna... Jednak to już nie ważne bo idziesz ze mną.
-- Kim jesteś?
- Nazywają mnie Diabollo jestem tu po to aby Cę z powrotem sprowadzić do twego stada.
-- Niech no zgadnę ! ( krzyknęłam ) Gawaj-stars Cię wynajął ?!
- Bystra jesteś ! Haha ! A teraz grzecznie ze mną pójdziesz albo będę musiał Cię zabić !
-- Nigdzie z tobą nie pójdę Diabollo ! Możesz tylko o tym pomarzyć !
- W takim razie umrzesz w męczarniach...
Nagle ruszył w moją stronę z ogromną szybkością ! Udało mi się jednak uskoczyć w bok i zacząć uciekać przez nieznane mi tereny. I tak zaczął się pościg... Biegłam ile sił w nogach modląc się do Bogini: Lux aby ta miała ją w swej opiece... Bowiem Sonia nie wiedziała czy uratuje swoje życie i tym razem. ( Sonia jako jedyna w swoim byłym stadzie najbardziej wierzyła w Boginie: Lux ).
Biegłam tak szybko że nawet nie wiedziałam gdzie dokładnie biegnę... Przez jeden moment wydawało mi się jakbym minęła jakieś konie ale może mi się zdawało? Słyszałam cały czas za sobą Diabolla ! Krzyczał do mnie: I tak Cię zabiję ! Tylko odwlekasz to co nieuniknione ! Hahaha ! I tak mi nie uciekniesz ! Będę patrzeć jak umierasz ! Hahaha !
Przestraszyłam się ! I to nie na żarty ! Mimo że tak szybko biegłam, to po raz pierwszy jakiś koń potrafił mnie tak dogonić... Nagle wbiegłam na jakiś cmentarz i się potknęłam... Upadłam z wielkim hukiem na ziemię raniąc sobie poważnie głowę i nogi. Obficie krwawiłam. Nie wiedziała co się ze mną stało... Jednak nie miałam zbyt dużo czasu do namysłu. Bo nagle przede mną stanął Diabollo ! Śmiał się. Po raz pierwszy w życiu się zaczęłam naprawdę bać... Ciężko oddychałam ale i tak najgorszy był bul z powodu odniesionych ran. W tedy Diabollo zaczął mówić:
- Przyznaję. Niezła jesteś jeśli chodzi o biegi długodystansowe... Lecz to już koniec. Masz teraz ostatnią szansę na powrót ze mną do twojego stada !
-- Już Ci mówiłam Diabollo ! ( znowu krzyknęłam ) Nigdzie z Tobą nie idę ! ( powiedziałam odważnie choć wyczułam w swoim głosie lekkie drżenie ).
- Liczyłem że tak powiesz ! A teraz przygotuj się na umieranie w cierpieniach ! ( Jego oczy w tedy rozbłysły na czerwono )
W tedy czekałam już tylko na śmierć... Nie łudził się że ktoś mi przyjdzie z pomocą... Gdy nagle ktoś krzyknął:
- Zostaw ją !
Diabollo się odwrócił a ja w tedy straciłam nagle przytomność i widziałam już tylko ciemność...
< COSTA ? >
- Ciężko Cię złapać jak na taką drobną klaczkę jesteś całkiem sprytna i silna... Jednak to już nie ważne bo idziesz ze mną.
-- Kim jesteś?
- Nazywają mnie Diabollo jestem tu po to aby Cę z powrotem sprowadzić do twego stada.
-- Niech no zgadnę ! ( krzyknęłam ) Gawaj-stars Cię wynajął ?!
- Bystra jesteś ! Haha ! A teraz grzecznie ze mną pójdziesz albo będę musiał Cię zabić !
-- Nigdzie z tobą nie pójdę Diabollo ! Możesz tylko o tym pomarzyć !
- W takim razie umrzesz w męczarniach...
Nagle ruszył w moją stronę z ogromną szybkością ! Udało mi się jednak uskoczyć w bok i zacząć uciekać przez nieznane mi tereny. I tak zaczął się pościg... Biegłam ile sił w nogach modląc się do Bogini: Lux aby ta miała ją w swej opiece... Bowiem Sonia nie wiedziała czy uratuje swoje życie i tym razem. ( Sonia jako jedyna w swoim byłym stadzie najbardziej wierzyła w Boginie: Lux ).
Biegłam tak szybko że nawet nie wiedziałam gdzie dokładnie biegnę... Przez jeden moment wydawało mi się jakbym minęła jakieś konie ale może mi się zdawało? Słyszałam cały czas za sobą Diabolla ! Krzyczał do mnie: I tak Cię zabiję ! Tylko odwlekasz to co nieuniknione ! Hahaha ! I tak mi nie uciekniesz ! Będę patrzeć jak umierasz ! Hahaha !
Przestraszyłam się ! I to nie na żarty ! Mimo że tak szybko biegłam, to po raz pierwszy jakiś koń potrafił mnie tak dogonić... Nagle wbiegłam na jakiś cmentarz i się potknęłam... Upadłam z wielkim hukiem na ziemię raniąc sobie poważnie głowę i nogi. Obficie krwawiłam. Nie wiedziała co się ze mną stało... Jednak nie miałam zbyt dużo czasu do namysłu. Bo nagle przede mną stanął Diabollo ! Śmiał się. Po raz pierwszy w życiu się zaczęłam naprawdę bać... Ciężko oddychałam ale i tak najgorszy był bul z powodu odniesionych ran. W tedy Diabollo zaczął mówić:
- Przyznaję. Niezła jesteś jeśli chodzi o biegi długodystansowe... Lecz to już koniec. Masz teraz ostatnią szansę na powrót ze mną do twojego stada !
-- Już Ci mówiłam Diabollo ! ( znowu krzyknęłam ) Nigdzie z Tobą nie idę ! ( powiedziałam odważnie choć wyczułam w swoim głosie lekkie drżenie ).
- Liczyłem że tak powiesz ! A teraz przygotuj się na umieranie w cierpieniach ! ( Jego oczy w tedy rozbłysły na czerwono )
W tedy czekałam już tylko na śmierć... Nie łudził się że ktoś mi przyjdzie z pomocą... Gdy nagle ktoś krzyknął:
- Zostaw ją !
Diabollo się odwrócił a ja w tedy straciłam nagle przytomność i widziałam już tylko ciemność...
< COSTA ? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)