- Może jakoś romantycznie spędzimy dzisiejszy wieczór?
- Co proponujesz?
- Nie wiem, może jakaś kolacja i... coś jeszcze
- Z miłą chęcią
- O której?
- Wieczorem, przed zachodem słońca
- Dobrze, a gdzie?
- Tu w naszej jaskini.
Poszedłem się przygotować. Zaglądnąłem do World 'a i zapytałem o to, czy pomoże mi się ogarnąć. Zgodził się.
- Chcesz jakąś fryzurę? - zapytał
- No weź przestań
- Koreczki? Proszzzę
- Nie!
- No dobra. Rozczesać ci grzywę i ogon?
- Tak...
W tym czasie kiedy ogier mnie czesał - ja myłem kopyta. Później
wskoczyłem w wodospad. Wysuszyłem się i przeczesałem grzywę. Przed
zachodem słońca przyszedłem do jaskini. Mariss przyszła po chwili. Miała
pięknie zapleciony ogon,
a jej grzywa powiewała na wietrze, który był dziś mocny. Stała obok mnie wpatrzona w zachód.
- Pięknie wyglądasz, z resztą jak zawsze
- Szkoda, że codziennie mi tego nie mówisz - zachichotała
Obejrzeliśmy kawałek zachodu słońca w milczeniu. Później, na tle
pomarańczowo - różowego nieba, które sprawiało romantyczny nastrój
zaczęliśmy się całować. Najpierw takie malutkie, delikatne pocałunki,
później stały się namiętne i gorące. Klacz odbiegła i położyła się w
jaskini.
- No, może nie na oczach innych koni - powiedziała
Ja pobiegłem do niej i położyłem się obok. Zaczęliśmy się jeszcze
namiętniej całować niż jak siedzieliśmy. Myślałem, że wybuchnę. To było
takie fajne uczucie. Całowaliśmy się coraz namiętniej. Robiło się coraz
bardziej gorąco ( choć była zima x] ). W końcu to zaszło tak daleko.
Robiliśmy ,,TO'' całą noc. Klacz była podniecona, ze hu hu.
( Mariss ;O; )
|
|
|
|