Szliśmy wiec dalej . pozmieniało się trochę. Na szczęście na lepsze. To miejsce było teraz jeszcze bardziej magiczne.
- No nieźle - powiedziałem z uznaniem - Może mały piknik wśród tej magii? - zaproponowałem.
- A czemu nie - odparła Laura.
Przygotowaliśmy koc, trochę smakołyków i wykwintny trunek. Potem
położyliśmy się i jak dzieci podziwialiśmy zmiany. Dookoła głowy Laury
zebrały się świetliki. Wyglądały jak świetlista korona na jej skroni.
- Moja królowo - uśmiechnąłem się.
Laura?