Na szczęście Feivel się nie oddalił. Wróciliśmy do jaskini. Feivel nam
usną, a my mieliśmy romantyczny wieczór. Rozmawialiśmy. O wszystkim.
Potem jeszcze coś tam robiliśmy. Wyszliśmy na dwór, oczywiście przed
jaskinią żeby pilnować Feivela. Patrzyliśmy się w gwiazdy, trochę się
całowaliśmy.... i tak dalej. Po cudownie spędzonej nocy, obudziliśmy się
z niechęcią. Feivel wstał wcześniej od nas. Coś tam sobie robił. Skakał
po łóżku, prosił nas o wyjście z łóżka. W końcu. Poszliśmy za nim.
Szczęki nam opadły. W salonie leżało sześć wilcząt i karmiąca ich
wilczyca. Okazało się że .... to Becky! nie wiedziałem ze była w ciąży.
Obok stał wilk , pewnie ich ojciec. Wilczątka były słodkie.
- Feivel! - krzyknęła Luna - Chciała bym dać ci karę , ale tak cię kocham że nie potrafię.
- Skąd je masz ? - zapytałem.
- Same tu przyszły. Ja tylko dałem im jeść i pić..... - i tu na nie spojrzał.
- Pięknie postąpiłeś. - powiedzieliśmy.
Zostawiliśmy Feivela i poszliśmy porozmawiać.
- I co z tym zrobimy ? - zapytałem.
- Nie wiem. Z jednej strony zrobił źle że nas okłamał. A z drugi... Nie
wiadomo co by się stało gdyby......... Gdyby on ich nie znalazł... -
zamyśliła się. Potem chwile jeszcze negocjowaliśmy.
- Kochanie... To nasz syn........ Jedyny......
Poszliśmy do Feivela.
- I mogą zostać ? - pytał z zaciekawieniem.
- Tak - odpowiedzieliśmy razem.
Luna dokończ