Cwałowałam
przed siebie. Nie dałabym im rady. To było straszne. Nagle napotkałam
wielką skałę. Byłam otoczona. Z jednej strony stała skała, a z drugiej
wilki. Wzięłam rozbieg. Przeskoczyłam nad rozwścieczonym stadem i
puściłam się cwałem w drugą stronę. Wzniosłam się w powietrze i
uderzyłam moim wzrokiem prosto w watahę. Wszystkie zdychały w męce, bo z
daleka było słychać ich piski i jęki. Księżyc świecił jak nigdy dotąd.
Noc stała się dniem, ale z ciemnym niebem i zamiast słońca na nim
zawieszony był księżyc. Gwiazdy świeciły niczym miliony świec na
granatowym obrusie. Na tle światła, w oddali ujrzałam jaskinię.
Zleciałam do niej, by ją obejrzeć i ocenić, czy nie nadaje się
przypadkiem do zamieszkania. Była ona przestronna i ładna. Położyłam się
wygodnie i zasnęłam. Rano obudził mnie mój mały towarzysz, Foxy. Miał
rudobrązową sierść z białym krawatem na środku. Podniosłam się i
wypoczęta pokłusowałam do wyjścia. Zauważyłam przechadzającego się
konia.
- Hej! - zawołałam i podbiegłam energicznie do niego. Była to siwa klacz. Wyglądała na mój wiek. - Mogę dołączyć do stada? - zapytałam - A skąd wiesz, że mam stado? - zapytała zaciekawiona - Mam swoje sposoby. - odpowiedziałam na zadane pytanie - No dobra. Witaj w stadzie dzikich gór. - powiedziała markotnie - Mam zagospodarowaną tutaj jaskinię. Mogę w niej zamieszkać? - Co prawda, znajduje się poza granicami stada, ale jest oddalona tylko o kilka metrów. Pewnie, że możesz tu zamieszkać. - Dzięki - powiedziałam i pokłusowałam na łąkę. Moją uwagę zwrócił pewien ogier, który wywołał deszcz gwiazd. Spadło ich tylko kilka, co nie spowodowało aż tak dużych zniszczeń. Podbiegłam do niego. - No, no, no. Widzę, że ktoś się uczy jak opanować swoje moce, tak? zapytałam chichocząc pod nosem - No, tak się składa, że ja się urodziłem w kosmosie i miałem zostać bogiem, ale nie zachowywałem się godnie więc wygnali mnie na Ziemię. - Dlaczego wszystko mi wygadałeś? - Nie wiem... < Etiam? > |
|