W klinice brak życia, więc nie wiedziałem po co mam tam siedzeieć.
Wyszedłem na krótki spacer... Już w pierwszej chwili zauważyłem dziwne
drzewo. Przypominało czekoladę... Podszedłem do niego i poczułem
nieodpartą potrzebę spróbowania tego drzewa. Myśli mówiły mi, abym tego
nie jadł, lecz siła fizyczna robiła swoje. Słyszałem jakieś krzyki, ale
nie docierały do mnie, nie układały się w słowa. Nagle podbiegł do mnie
Avokado i próbował odciągnąć od jedzenia.
Długo się ze mną siłował, ale w końcu jakoś mu się udało.
< Avokado? Brak weny... >