- Yhym, a ja jestem złoczyńca, który chce cie zniszczyć i objąć władze
na świecie. - przewróciłam oczyma. - Możemy się gdzieś przenieść? Nie
chcę robić sensacji w stadzie...
- Po co tu przyszedłeś? - Another zwrócił się do ogiera.
- Jakbyś nie zauważył, na zewnątrz pada deszcz, a ja znam tylko ciebie, więc...
- Dobrze, możesz tu przeczekać noc, czemu nie. Tylko niczego nie dotykaj...
- Ok. - wzruszył ramionami.
- Chodź do drugiego pokoju. - zaproponował.
Kiwnęłam głową i weszła pierwsza. Rozejrzałam się. Wszędzie było
biało... Ogier zamknął drzwi, a ja zaczęłam najpierw mówić normalnie,
potem zniżając głos do szeptu:
- Jak mam ci udowodnić, że jestem twoim dzieckiem?
- To nie może być prawda! - odpowiedział stanowczo.
- Tak? Mogę się skontaktować z matką! Zaraz wszystko się wyjaśni, może wtedy mnie zaakceptujesz...
Pokazałam mu wisior zapleciony w moją grzywę, aby nikt go nie widział.
- To jest Oko Saurona. Podarowała mi to Soul, co świadczy o tym, że mogę się z nią kontaktować. - mówiłam szybko.
Zamknęłam oczy i pomyślałam o niej. Po chwili pojawiła się w oku. Słychać było jej szept.
- Mamo, przybądź tu. - przymknęłam oczy.
Nagle przed nami pojawił się ''hologram'' Soul. Obraz był niewyraźny. Ona jednak widziała nas doskonale.
- Another... - szepnęła. - Gdybym mogła tam być! Zmieniłeś się. Nadal
zostałeś mi wierny, czy znalazłeś sobie klacz, która kocha cię tak jak
ja? - uśmiechnęła się.
- W zasadzie... Ja... - jąkał się.
- Uwierz Mascared, to ona... To twoje dziecko. Tak wiem, byłeś z Costą.
Wysyłałam do ciebie posłańców, chciałam się z tobą kontaktować... Nie
śledziłam cię, chciałam dobrze.
- Tylko ty rozwinęłaś we mnie miłość, której tak nadal pragnę. - spuścił głowę. - Wróć do mnie, bądźmy normalną rodzinę.
- Nie mogę. To nie możliwe... - posmutniała.
- Dlaczego? - wyszeptałam patrząc na nią ze łzami w oczach.
- Na prawdę, chciałabym stworzyć normalną rodzinę, ale nie mogę zostawić
tak stada... Jestem obecnie zastępcą przywódców, a samych alf nie ma.
Będę się z tobą kontaktować, czasem może przybędę z wizytą, ale ty...
Ułóż sobie normalne życie, kochaj klacz, z którą teraz jesteś...
- Problem w tym, że ty byłaś ta jedyna, ta jedyna która się ode mnie nie
odwróciła, ta, która mimo sporów, została ze mną, ta która zawsze mnie
kochała ta... Która nadal mnie kocha i z wzajemnością.
- Posłuchaj, odnowienie związku jest nie możliwe. Kochałam cię, kocham i będę kochała, aż do dnia, kiedy mnie zabraknie...
- Dam ci nieśmiertelność! - zawołałam.
- Nie, córko. Zostań z ojcem.
- Soul, ty tylko mnie kochałaś prawdziwą miłością... Miałem tylko dwie
partnerki w swoim życiu, wierzyłem do końca, że kiedyś siebie zobaczymy.
Pozostanę ci wierny, już z nikim się nie zwiążę... Kto by mnie chciał?
- Ja. - uśmiechnęła się płacząc łzami radości. - Tak bardzo mi ciebie
brakuje. Chciałabym teraz ciebie przytulić, lecz... Nigdy nie będziemy
już razem tak blisko.
Po tych słowach rozłączyła się. Ojciec spuścił głowę, w tym momencie wszedł kary ogier.
- Wszystko słyszałem! - zawołał triumfalnie.
- Spadaj, to sprawa rodzinna. - patrzyłam ciągle przed siebie, a po policzku spłynęła mi jedna, gorzka łza.
< Avokado? >