Razem z Killerem spacerowaliśmy po terenach stada. Robiło się już dosyć ciemno, więc planowałam zawrócić, lecz rozmowa z ogierem za bardzo mnie wciągnęła. Nie wiem ile by trwała, gdyby nie to, że idąc tak przed siebie zabłądziliśmy. Trochę tak... głupio wyszło. Postanowiliśmy odszukać ścieżki do znanych nam stron przy czym nie mało się uśmialiśmy. Nasze poszukiwania przerwała złowieszcza cisza, która nagle zapanowała. Miałam złe przeczucia. Okropne. Strach i lęk, który mnie przepełniał. Coś się stało i wywołało niepokój wśród zwierząt, a także w moim sercu, ale co? W tej chwili dostałam odpowiedź. Usłyszałam wściekły ryk. Przestraszona spojrzałam na skałę. Siedział na niej wilk, albo raczej coś do wilka podobne. Jego pazury były chyba z pięć razy dłuższe od pazurów normalnego zwierzęcia. Zęby mrorzyły krew w żyłach, a oczy paraliżowały.

Gwałtownie rzucił się na Killera, który precyzyjnie odparł atak. Jednak wilk upadł tak niefortunnie, że pierwszym co ujrzał była... byłam ja. Napędzany przez rządzę mordu rzucił się na mnie. Zareagowałam dopiero wtedy kiedy było już za późno.
Krew rozprysnęła na wszystkie strony. Krzyknęłam z bólu. Jego pazury wbiły mi się bardzo głęboko, a zębiska próbowały dosięgnąć szyi, ale broniłam się ostatkiem sił. Na pomoc przybył mi ogier. Zaatakował wilka i chciał go odciągnąć jak najdalej ode mnie. Niestety pojawiła się cała wataha tych bestii. Szukając ostatniej deski ratunku zaczęłam galopować. Potknęłam się o korzenie starego drzewa i wylądowałam w urwisku. Czułam się okropnie. Nie wiedziałam czy przeżyję.
- Ratunku! Ratunku!- krzyknęłam i zemdlałam.
( Killer?)