Minęło już kilka tygodni
odkąd musiałem opuścić stado. Byłem ciekaw co dzieję się z moimi
siostrami, były starsze i dużo sprytniejsze niż ja. Właściwie to one
kazały mi uciekać, zrobiły to po to abym przeżył. Nie chciałem uciekać,
czułem się jak tchórz, ale przynajmniej żywy.
Gdy nadszedł
świt jak co dnia ruszyłem na poszukiwanie nowego domu. Już traciłem
nadzieję, że kiedykolwiek mi się to uda. Byłem nad jakąś rzeką,
postanowiłem się napić i ruszyć dalej przed siebie, gdy pewna klacz
pokrzyżowała moje plany.
-kim jesteś? - zapytała
-Mów mi Teo, masz stado?-zapytałem
-Należę do stada dzikich gór, jestem Anorii, chcesz do nas dołączyć?-zaproponowała.
-Z chęcią- odpowiedziałem i poszedłem za nią.
W stadzie
spotkałem wile innych koni, niektórzy byli podobni do mnie a inny
różnili się całkowicie. Pomyślałem, że może tu być ciekawie.