piątek, 7 marca 2014

Od Bullet Train'a CD opo Costy

Costa gdzieś poszła, więc postanowiłem też gdzieś się powłóczyć. Może nad jezioro. Tak się złożyło, że szedłem kilka metrów za Costą, bo szła w stronę właśnie jeziora. Gdy przystanąłem, by przyjrzeć się zającowi, ta jakby się wystraszyła, bo przyspieszyła i odgalopowała ode mnie. Już niedaleko było jezioro. Napiłem się z niego i trochę zamoczyłem nogi. Nagle ktoś mnie popchnął, a ja wpadłem do wody. Gdy wynurzyłem głowę zobaczyłem, że do wody popchnął mnie Mustang.
- Dzień dobry... - przywitałem się - dlaczego pan mnie popchnął?
- Jak ty mogłeś zrobić to mojej córce! Ty draniu!
- Ale o co chodzi? - zapytałem zaniepokojony o Costę
- Zostaw ją w spokoju!
- Nie! Chcę jej pomóc! - powiedziałem wychodząc z wody i odbiegając od przywódcy, który najwidoczniej nie był dziś w dobrym nastroju. Poszedłem na tereny dawnego, własnego stada. Za drzewami, które teraz zasłaniały mi widok na pustynię, na której zawsze ćwiczyłem zobaczyłem jakiegoś jasnego i ciemnego konia. Po dokładniejszym przyjrzeniu się stwierdziłem, że to Costa. Postanowiłem odejść, by im nie przeszkadzać. Nagle usłyszałem krzyk i tętent kopyt. Ruszyłem w stronę koni. Costa miała przebitą pierś. Mojego smutku i przerażenia nie dało się opisać. Krew lała się cały czas. Szybko wziąłem klacz na grzbiet. Bałem się, że przy takiej prędkości Costa może spaść ze mnie, a to by się raczej dla niej dobrze nie skończyło. To tak jakby wypaść z pędzącego pociągu czy coś w tym stylu... Przypomniało mi się, że mogę się teleportować. No więc skupiłem się mocno. Teleportowałem siebie i Costę do Anothera.
- ANOTHER! ZRÓB COŚ BŁAGAM! ONA MUSI ŻYĆ! ANOOOTHHHHEEEERRR! - wrzeszczałem na cały głos
Ogier szybko wziął klacz, kazał mi wyjść. Czekałem niecierpliwie, w moich oczach prawie pojawiły się łzy. Może jednak uroniłem ich kilka. Po dwóch godzinach Another w końcu wyszedł.
- I CO? ONA ŻYJE? POWIEDZ ŻE ŻYJE!!!
- Żyje - skinął głową z lekkim uśmiechem
- O JEZU! DZIĘKUJĘ - padłem dosłownie na kolana, bo zrobiło mi się lepiej. Nie miałem siły by stać.
- Rana jest już zaszyta, a wygląda, jakby jej pierś przebił róg jednorożca.
- Już ja znajdę tego... to coś bez serca!
- Costa musi dużo odpoczywać, a w tym momencie wizyty są zabronione. Jeżeli chcesz ją zobaczyć, to dopiero za około 4 godziny... musi dojść trochę do siebie.
- Dziękuję - powiedziałem i poszedłem w to miejsce, gdzie Costa rozmawiała z tym koniem. Ten bezczel jeszcze tu siedział
- I czego tu siedzisz idioto?! Na mózg ci walnęło?
- Daj mi spokój - powiedziała jakaś klacz
- ZOSTAW COSTĘ W SPOKOJU - przywaliłem jej, choć była to klacz
- Klaczy się nie bije - powiedziała próbując mi oddać
- COSTY TEŻ SIĘ NIE BIJE! JAK TY BIJESZ COSTĘ, JA BIJĘ CIEBIE! - kopnąłem ją jeszcze w nogę
- Jestem Blackdid
- MAM TO GŁĘBOKO W DUPIE!!!!!! ODWAL SIĘ OD COSTY!
- Widzę, że ktoś tu się zakochał
- NIE MAM CZASU NA GADANIE Z TOBĄ! - powiedziałem i złamałem jej ten durny róg - A TO ZA COSTĘ!
I teleportowałem się do kliniki
- Mogę już wejść?
- Nie minęło jeszcze tyle, ile miało minąć, ale dobrze... wejdź
Costa leżała na łóżku obolała. Usiadłem obok niej.
- Jak tam? - zapytałem

< Costa? >