Klacz wciąż się na mnie patrzyła i czekała na odpowiedź.
-Z Pandorą.
Powiedziałem w końcu.
-Nie znam jej...
Odparła.
-Mogę Cię z nią zapoznać jeśli chcesz.
Zaproponowałem żywiej. Ależ byłem głodny, u Pandory jeszcze nie ale teraz tak nabrałem na coś ochoty.
-Idę coś zjeść. Zaraz wrócę.
Zapowiedziałęm i poszłem do lasu. Miałem nadzieję spotkać Pandorę jeszcze i zaprowadzić do Drasilmare.
Nie wiedziałęm dokładnie gdzie znajdowało się obozowisko wilczycy. Jednak zamiast spotkać Pandorę...spotkałem.
-NIEEEE!!! Ja się wracaam!!!
Krzyknołem jak opętany na widok stojącej, i pół przeźroczystej Andrey.
Stała i gapiła się na mnie. Podeszłem i dotknołem, przenikło mi kopyto.
Zaczołem galopować w przeciwną stronę (do domu) Ale ona pojawiła się
przede mną. Zaróciłem, nie pojawiła się. Wpadłem na Lady Darkness.
-RATUJ MNIEE!
Wrzasnołem na wilczycę.
-Uspokuj się! Jaki powód ratowania?!
Warkneła rozdrażniona wilczyca, jak wrzeszczałem to ją uszy bolały bo ma wyczulony słuch.
-Tam...Andrea...DUCH!
-O jeenyy! Ducha się boisz?!
Śmiała się Lady.
-Ale ty nie rozumiesz??! Juz taką Aquę spotkałem!! Teraz Andrea, i kto jeszcze?!
Panikowałem.
-Spokojnie, zapytam się proroka w watasze mojej, a ty wróć do domu.
-IDĘ!
Pobiegłem do domu. W jaskini znów była Drasilmare.
-Coś taki przestraszony?
Spytała.
-Ja widziałem Andreę...stałą i gapiła się...przeniknołem...tak samo..kiedyś...Aqua. Teraz ja się zaczynam bać!
Wyjąkałem z trudem łapiąc oddech, biegłem szybko do domu ale z powodu strachu nie mogęłm rozłożyć skrzydeł. Ja tak dziwnie mam.