Narada. W mym nowym stadzie czułam się dobrze. Byłam tam zastępcą
przywódców... Według mnie, nie zasłużyłam na to. No ale cóż... Ja nie
wybieram.
- A może by tak zaprzyjaźnić się z wrogami? - rzucił tępo młody ogier alfa.
- Yhym, zaprośmy naszych wrogów na herbatkę. - mówiłam z ironią.
On popatrzył się na mnie krzywo...
- Mamo nie chce jej tu! - krzyknął do Lambady.
- Przestań! - zawołał jego ojciec.
''Debil... - myślałam.''
~ Kilka dni potem ~
Zbierałam zapasy na zimę, gdy nagle zaczepił mnie Elmondo.
- Czego? - zapytałam nie przerywając zbiorów.
- Właśnie zaprzyjaźniłem się z wrogiem. - śmiał się jak debil.
Podniosłam gwałtownie głowę i obejrzałam się.
- Jesteś głupi czy tylko takiego udajesz? Wiesz, coś ty zrobił?! - krzyknęłam nad młodym przywódcą.
- Tak wiem. I jestem z tego szczęśliwy.
Pogalopowałam do jaskini i zabrałam co moje. Wrogowie zgładzą nas zanim
się obejrzymy, wolę nie brać udziału w tym ''eksperymencie''.
Miesiąc poszukiwań i nadal nic... Zatrzymałam się przy zachodzie słońca.
Wiatr targał moją grzywę na wszystkie strony, a ja stałam i patrzyłam na cudy matki ziemi...
- Wróg? - zapytał ktoś za mną.
- Może...
< Jakiś koń? ;-; >