Noc. Pod jej osłoną galopowałem przez łąkę. Wyczuwałem coś... Nie wiem
co. Nagle usłyszałem szelest. Zmieniłem się w jednorożna i ukryłem obok
drzewa. Z krzaków wyszedł siwy pegaz, a za nim czerwona klacz. To była
kłótnia. Zorientowałem się, że jestem na terenie Stada Mroku.
Bezszelestnie wróciłem do jaskini.
W domu sporządziłem eliksir na szybsze leczenia ran. Jako jedyny medyk
na dwa stada, musiałem mieć nadmiar tych płynów. Po skończeniu położyłem
go na półce i położyłem się przy wyjściu. Zaczął lać deszcz. Patrzyłem
przed siebie, jak niektóre konie uciekają przed nim... Ciekawe dlaczego
tylko tyle ich tu było. Jakaś klacz potknęła się o kamień i wpadła do
środka mojej jaskini. Samica płakała i próbowała wstać. Pośpiesznie
stanąłem na nogach i podszedłem do niej.
- Co ci jest? - zapytałem spoglądając na jej łeb.
W wejściu stanął czarny koń. Unipeg. Samica krzyknęła tylko i próbowała wczołgać się dalej.
- Zostaw ją! - zagrodziłem mu drogę.
- Bo? - zaśmiał się.
Wziąłem jakiś eliksir i wylałem na niego. Okazało się, że koń po nim zemdlał.
Pomogłem wstać klaczy i zapytałem:
- Jesteś z któregoś stada?
Kiwnęła głową na tak.
< Dokończy jakiś koń? >