-Czyli nazywasz się Raven, tak?
Spytałem zniecierpliwiony.
-Owszem. A ty to kto?
Odparła przyglądając mi się.
-Death.
Powiedziałem dumnie zadzierając łeb.
-Się wielki pan znalazł...
Wymamrotała odwracając się.
-Żebyś wiedziała...jestem księciem krwi, władam armią liczącą może nawet
ponad milion wojowników. A Hades nawet nie równa się z mym ojcem...i ze
mną!
Odparłem parskając, ona nie wiedziała do kogo się zwróciła! Niczego się nie boję, i raczej nie wiele rzeczy lubię.
Jednak jest teraz coś, co mnie ciut przeraża.. a mianowicie kolejny raz
spotkania się z tą dziwną ,,Aquą'' o ile można ją tak nazwać. Wiem, że
nie była to ona...tylko kto?
-Przepraszam Cię kiciu...i ciebie Raven, muszę już iść.
Porzegnałem sie i poleciałem do lasu. Chciałem poszukać jeszcze raz
,,Aquy''. Robiło sie ciemno więc to była dobra pora na szukanie.
Kłusowałem przed siebie, chyba kilka minut kiedy w oddali zobaczyłem
okropnie oślepiający ogień. Podbiegłem troche i zaczołem się skradać,
nie widziałem żadnych postaci. Wstałem i podeszłem do ogniska kiedy cos
skoczyło mi na grzbiet.
-Ktoś ty i co tu robisz?!!
Krzykną mi ktoś do ucha. Była to jakaś ,,samica'' ale napewno nie klacz,
bo dokładnie czułem jej prawdopodobnie ostre jak brzytwa pazury. Była
też o wiele mniejsza. Zepchnołem ją.
-A co ci do tego...he?!
Zdziwiłem się na widok przyczajonej, kermowo-filetowej wilczycy z zębami
co najmniej pół-metrowymi. Miała lekko kręcone futro, iii włosy tak
samo filetowe, jednak troche ciemniejsze, również posiadała 2 ogony. W
jednym uchu wpięte były 2 kolczyki ,,płaskie'' i jeden na samym końcu
okrągły.
-Co się gapisz jak ciołek? Nie poznajesz mnie?
Spytała prostując łapy.
-Nie...y nie! Tylko się zmieniłaś.
Odparłem z zakłopotaniem. To była Pandora, szablo-zębna wilczyca. Kiedy
byłem jeszcze źrebakiem, i mieszkałem na tych łąkach śmierci, nidaleko
nas osiedliło się stado wilków szablozębnych w których była Pandora.
Była ślicznym, małym wilczkiem z zebami oczywiście maleńkimi.
Uwielbialiśmy się ze soba bawić. Jednak kiedy odeszłem z rodzinnego
stada przez wiele lat nie wiedziałem Pandory. Teraz jej nawet nie
poznałem, jej kły urosły bardzo, mięciutka sierść szczenięca wypadła już
dawno, na jej miejscu pojawiła się nowa, szorstka i troche kręcona.
-Moja wataha poszła na polowanie, bo będziemy szli w długą drogę więc musimy mieć zapasy.
Powiedziała Pandora siadając przy ognisku.
-Zapraszam Cię, zostało nam okropnie wiele jeszcze jedzenia, ale zawsze lepiej mieć zapasy. Poczęstuj się.
-Nie dzięki, nie jestem głodny. Gdzie będziecie szli w tą podróż?
-Na łąki śmierci rzecz jasna! Wracamy do rodzinnej watahy, zostaniemy z 2
miesiące i wrócimy do tego waszego lasu, żaden inny koń nas nigdy tu
nie widział! I pewnie nie zobaczy!
Śmiała sie Pandora jednocześnie dławiąc się kością.
-Rozumiem...a jeśli was zobaczą, to co zrobicie?
Spytałem rozbawiony bełkotaniem suczki.
-Nic, chyba że upieczemy!!!
Rżała jak głupia Pandora przewracając beczkę, ja równiez zaczołęm się
śmiać. Ryczenie przerwała nam Lady Darkness (wiem, 2 imiona z koni ale
zostało jej imie wymyślone znacznie wcześniej)
Darkness była mniej tęga od pandory, ale miała długie łapy. Była biała, a
łaty od góry zaczynały się kolorem czerwonym, któy na środku
przechodził w czerń. Jak Pandora i inne wilki nie miała zierenic.
-Mamy problem...bo nie możemy sobie poradzić z jedną zwierzyną.
Powiedziała Darkness.
-Jaka to zwierzyna, ja ją ukatrupię!
Spytała Pandora.
-Jakiś ludź. Gruby strasznie ale silny, podbił oko Ulrykowi.
-Ale wiesz że człowiek, to nie zwierzyna? Już idę, Death leć już, jeszcze sobie kiedys pogadamy.
-Ok, pa!
Odparłem i pobiegłem do jaskini gdzie czekała na mnie Drasilmare.
(Drasilmare dokończ)