- Kto to? - spytałem klaczy.
- Taki jeden kochaś - odrzekła nadal się śmiejąc - Nie umie wyznać ukochanej swej miłości.
- Bo to nie takie proste.
- A co? Ty też jeszcze jej nie wyznałeś swego uczucia? - spytała z drwiną.
- Nie - powiedziałem spuszczają łeb - Mam zamiar dzisiaj to zrobić.
- No, tylko nie spietraj - znów się zaśmiała.
- Nie jestem tchórzem - trochę mnie to zdenerwowało, bo ona nie przestawała się śmiać.
Chyba to zauważyła, bo zaczęła rechotać na cały głos. Moje pręgi i grzywa zaczęły płonąć.
- No. To jest coś - powiedziała z aprobatą - Ale i tak słabe.
Stanęła dęba, a z nieba akurat strzeliły pioruny. Zarżała złowrogo. Przeszły mnie przyjemne ciarki. Nieźle - pomyślałem.
- A tak wyglądam, gdy się wkurze.
- To lepiej ci nie podpadać - zaśmiałem się.
- Lepiej nie. Ale ty się jak widzę niezbyt boisz.
- Bo fajna jesteś. Mroczna i fajna. Nie boje się Mroku. Jest spoko. i jak mówiłem: Nie rozumiem tego podziału. Ale spoko.
(Drasilmare dokończ)