-
To nie tak. Ja bardzo cię lubię ale oni... Jakby to powiedzieć....
Myślę, że są bardzo źli... - zobaczyłem jej rozczarowanie i szybko
dodałem - Ale skoro chcesz....
Laura od razu odżyła i uśmiechnęła się. ruszyliśmy w stronę pałacu. Trochę się obawiałem spotkania z rodzicami i znajomymi. Jednak nie mogłem jej odmówić. Gdy byliśmy pod pałacem, Laura stanęła. - Co się stało? - I ty stąd uciekłeś? - Tak. Bo mogłem tylko siedzieć w pałacu i maniery, kultura i ble ble ble.... Laura zaśmiała się cicho. Weszliśmy przez bramę. Zaraz usłyszałem szepty. No tak wszyscy mnie znają. Trudno. To dla Laury. Wpuszczono nas do pałacu i zaprowadzono nas do sali audiencyjnej. Siedzieli już tam moi rodzice. - Jack! - krzyknęła moja matka. Wybiegła do mnie i utuliła mnie. Byłem zszokowany takim zachowaniem. puściła mnie i spytała: - A kim jest twoja urocza towarzyszka? - W końcu się ustatkowałeś, czy znowu to... - zaczął mój ojciec. Zaczerwieniłem się i powiedziałem: - To jest Laura, klacz, która odebrała mi moją pewność siebie. Rodzicom spodobała się ta odpowiedź. Spytali tylko jeszcze: - Wrócisz na tron? - Nie. Później zjedliśmy obiad. Podczas niego moja matka wypytywała Laurę o wszystko. Jednak moja towarzyszka się tym nie speszyła. Po obiedzie spytali nas jak gdyby nigdy nic: - A może odwiedzimy twoją siostrzyczkę Jackie? - Siostrę? - No tak ty nic nie wiesz. Pokazali nam małego słodkiego bobasa, który był moją siostrą. Nawet słodka była, choć nie fascynowała mnie jakoś bardzo. Laura dokończ. |
|