Bałem się, że jak czegoś nie wymyślę to Laura sobie pójdzie. Nie może sobie iść. Ja... Ja ją chyba kocham. Musze cos wymyślić.
- Może... znajdziemy jakieś ustronne miejsce - taki nasz domek? Gdzie byśmy mogli być zawsze razem i sami?
Laurze chyba spodobał się pomysł, bo trochę się rozchmurzyła. Znów była
wesołą, piękną klaczą. Moją Laurą. Właśnie... Chciałbym, żeby była moją i
tylko moją Laurą.
- To chodźmy się rozejrzeć - puściła do mnie oczko - Może coś nad wodą? - zaśmiała się.
Też się zaśmiałem. Ale tak poważnie to nie wiedziałem od czego zacząć. Laura ruszyła przed siebie.
- A może powłóczymy się gdzieś poza stadem?
- Też możemy - powiedziałem.
- Bo takie miejsce musi być wyjątkowe, a nie pierwsze lepsze. Go się tak po prostu nie znajdzie.
Podszedłem do niej i otarłem o nią łeb. Ona odwzajemniła ten gest.
Ruszyliśmy bok przy boku. Minęliśmy granice Stada. Weszliśmy do pięknego
lasu. Przez drzewa przemykały się promyki słońca. Było magicznie. Ja,
ona i magiczne miejsce. Cudownie. Ach.....