Pięknie
tu. Pomyślałem, a serce podskoczyło mi do gardła. Woda. Y... Dom,
rodzina. Okropności. Ale nie tylko to sprawia, że dziwnie się czuje.
Czyżby ona... Nie, to nie ona mi się śniła. Zapomnij - myślałem stojąc
obok Laury.
- Często tu bywasz? - Czasami - powiedziała. - Chyba lubisz wodę - zaśmiałem się - Spotkałem cię nad jeziorem, a ty przyprowadziłaś mnie na plaże. Uśmiechnęła się do mnie! - pomyślałem i zaraz się opanowałem. To nie ona - opanuj się Jack! - No to czas się przespać - powiedziała mrużąc oczy i usnęła. Chodziłem nad nią całą noc, ani na chwilę nie zmrużyłem oczu. Coś mnie trapiło. Podchodziłem do wody i odskakiwałem w tył. Następnego ranka. Obudziło mnie ciche prychnięcie. Laura patrzyła na wschód słońca. Wstałem podszedłem ją od tyłu i delikatnie ugryzłem w szyję. - Co robisz? - spytała. Odwróciłem łeb i udałem, że nie wiem, o co chodzi. Znowu spojrzała na słońce, a ja znów ją ugryzłem i zaraz odskoczyłem przyjmując zaczepną pozycję. Jak kot prostujący się na słońcu. Przymrużyłem oczy, a ona stała i patrzyła na mnie przez dłuższą chwilę. Poczułem się dziwnie. Przybrałem normalną pozę i spojrzałem na nią normalnie. - Co jest? Ona chce żebyś poszedł - pomyślałem. - Mam sobie iść? Laura dokończ |
|