wtorek, 8 października 2013

Od Jack'a do Laury

Pięknie tu. Pomyślałem, a serce podskoczyło mi do gardła. Woda. Y... Dom, rodzina. Okropności. Ale nie tylko to sprawia, że dziwnie się czuje. Czyżby ona... Nie, to nie ona mi się śniła. Zapomnij - myślałem stojąc obok Laury.
- Często tu bywasz?
- Czasami - powiedziała.
- Chyba lubisz wodę - zaśmiałem się - Spotkałem cię nad jeziorem, a ty przyprowadziłaś mnie na plaże.
Uśmiechnęła się do mnie! - pomyślałem i zaraz się opanowałem. To nie ona - opanuj się Jack!
- No to czas się przespać - powiedziała mrużąc oczy i usnęła.
Chodziłem nad nią całą noc, ani na chwilę nie zmrużyłem oczu. Coś mnie trapiło. Podchodziłem do wody i odskakiwałem w tył.

Następnego ranka.

Obudziło mnie ciche prychnięcie. Laura patrzyła na wschód słońca. Wstałem podszedłem ją od tyłu i delikatnie ugryzłem w szyję.
- Co robisz? - spytała.
Odwróciłem łeb i udałem, że nie wiem, o co chodzi. Znowu spojrzała na słońce, a ja znów ją ugryzłem i zaraz odskoczyłem przyjmując zaczepną pozycję. Jak kot prostujący się na słońcu. Przymrużyłem oczy, a ona stała i patrzyła na mnie przez dłuższą chwilę. Poczułem się dziwnie. Przybrałem normalną pozę i spojrzałem na nią normalnie.
- Co jest?
Ona chce żebyś poszedł - pomyślałem.
- Mam sobie iść?

Laura dokończ