sobota, 12 października 2013

Od Jack'a do Laury

Czekaliśmy w sali jadalnej na Laurę. Rodzice bawili się z moją siostrą, Bałem się, że rodzice nagadali czegoś mojej Laurze i że teraz nie chce przyjść. Na szczęście się pojawiła, była jednak zapłakana i wyczerpana. Spojrzałem z wyrzutem na matkę. Ona tylko przewróciła ramionami. I dlatego uciekłem. Nie maja poczucia delikatności. Są twardzi i twierdzą, że wszyscy muszą tacy być. To potworne. Po śniadaniu zaproponowali byśmy przed naszym odejściem odwiedzili ogrody. Zgodziliśmy się. Gdy zostałem z Laurą sam na sam spytałem o te łzy.
- Coś ci nagadała?
- Nie. Była miła, tylko, że spytała o moich rodziców - klacz znowu się rozpłakała - Nie spałam, bo myślałam o nich. Mam tylko ciebie.
Przytuliłem ją do siebie i pozwoliłem jej się wypłakać.
- Będzie dobrze. Moja rodzina jest teraz i twoją jeśli tylko chcesz.
Nie odpowiedziała tylko dalej płakała. Gdy się uspokoiła, opuściliśmy mury pałacu. Postanowiłem pokazać jej miejsce, najcudowniejsze i najromantyczniejsze jakie znałem - Zatokę Białych Skał. Doszliśmy tam pod wieczór. Białe, fosforyzujące kamienie i świecące rybki tworzyły wspaniałą atmosferę.
- Nic dzisiaj nie jadłaś. Chodź tu rosną znakomite wodorosty. Białe i delikatne.
Najedliśmy się do syta i położyliśmy. Leżeliśmy tuż obok siebie i podziwialiśmy magię "białych skał", które nocą wbrew nazwie mieniły się tysiącem kolorów. Laura oparła się o mnie. Było idealnie.

Laura dokończ.