niedziela, 13 października 2013

Od Eddiego

Siedziałem w jaskini i chcąc się rozluzować próbowałem rapować Pezet - Gdyby miało nie być jutra
Gdyby miało nie być jutra, kupiłbym 45-tkę
Naładował magazynek i za*****ł komuś portfel
Zgarnął cały hajs, jaki miał na koncie
I wyjechał nową Carrerą z salonu Porsche
Kupił dwa bilety na Majorkę albo do Meksyku
Ale wcześniej bym od*****ł kilku typów
I patrząc jak pociski rozrywają im aorty
Uśmiechnął się i któremuś napluł w mordę
Hehe i walnąłbym kilka Danielsów z lodem
***** z prawem jazdy i ***** z tym samochodem
Śmignąłbym dwie paki po jakiejś wiejskiej drodze
Zapalił jointa, póŹniej utopił wóz w jeziorze
Może zadzwoniłbym do ciebie z budki mówiąc
Że zależy mi na tobie i jestem smutny
I mam w bagażniku kierowcę taksówki
Którą porwałem razem z nim
I stoję na dole z flaszką wódki
Wziąłbym łyka i o nic nie pytał
Pocałowałbym cię w usta, by poczuć smak życia
Wrócił się, przyłożył sobie lufę do skroni
Gdyby miało nie być jutra tak właśnie bym zrobił
I jeszcze wcześniej pobrałbym kredyt z banku
I przegrał na wyścigach konnych resztę hajsu
I do jutra byłbym martwy i ***** przyrzekam
Chyba to zrobię, bo jutro nic mnie nie czeka

Ej, na pohybel wszystkim
Bo jutro z tego nie będzie już nic
Jutro z tego nie będzie już nic
(stoję sam na sam z życiem i muszę coś zniszczyć)
Ej, na pohybel wszystkim
Bo jutro z tego nie będzie już nic
Jutro z tego nie będzie już nic
(przegrajmy wszystko i przestańmy istnieć)

Jeśli jutro byłoby wątpliwe, piłbym Tequilę
PóŹniej dałbym kelnerce jej największy napiwek
Posypałbym kreskę i zwinął dwusetkę
Wciągnął i wreszcie poczuł dobrze przez chwilę
Naładowałbym Berettę i zapalił Cohibę
i zastrzelił komendanta, bo *****ę policję
PóŹniej wziąłbym tamtą kelnerkę za zakładniczkę
I mówiąc, że jest wolna, dał jej w prezencie walizkę
A w niej moją polisę i milion w setkach
Które wcześniej bym wy*****ł z banku mordując szefa

I wychylił bym szklankę Jacka Danielsa
Gdyby miało nie być jutra, to jest druga wersja
PóŹniej wyjechałbym S-ką z salonu Merca
Ładując cały magazynek w pana prezesa
Wcześniej tańcząc jak wariat na masce CLS'a
PóŹniej wsiadłbym i uciekł na bezludne przedmieścia
Wcisnąłbym gaz i nie martwił o nic
Jadąc w ciemności przez las wyłączyłbym reflektory
Zadzwonił do ciebie mówiąc, że jestem zmęczony
Przeładował broń i przyłożył lufę do skroni
I jeszcze wcześniej łyknąłbym trochę Valium
I przegrał na wyścigach konnych resztę hajsu
I do jutra byłbym martwy i ***** przyrzekam
Chyba to zrobię, bo jutro nic mnie nie czeka


(pohybel wszystkim)
(to jest ładny toast, co?)
(za to z tobą wypiję)

[x2]
Ej, na pohybel wszystkim
Bo jutro z tego nie będzie już nic
Jutro z tego nie będzie już nic
(stoję sam na sam z życiem i muszę coś zniszczyć)
Ej, na pohybel wszystkim
Bo jutro z tego nie będzie już nic
Jutro z tego nie będzie już nic
(przegrajmy wszystko i przestańmy istnieć) 


 Może mi to pomogło , ale nie zamazało przeszłości ... 
-Flow !
- Co Eddie ?
- Wiesz tak pomyślałem , że może wybierzemy się do mojego starego stada ...
- Którego ?
- Tego prawdziwego ... Tego gdzie zostawiłem swoją rodzinę ...
- Ta jasne ... jak wejdziesz na jego tereny to twój tata cię rozszarpie .
- Wiesz on nie wie jak wyglądam teraz . Bo miałem z tysiące wyglądów . Ej to jest do wykonania .
- Serio ?! Ty idziesz na pewną śmierć ...
- Goń się ! Ja idę , a ty ?
- Zawsze tam gdzie ty .
Po południu poszedłem do Mustanga powiedzieć , że cały dzień mnie nie będzie . Następnie napisałem list do Zoey :
Kochaniutka Zoey ...
Wiesz jak się ostatnio potoczyło ... Ja postanowiłem naprawić przeszłość zaczynając od moich rodziców , więc wybieram się do mojego rodzinnego stada . Pamiętaj , że cię kocham , ale mała rozłąka i dystans dobrze nam zrobią . Wrócę jak już naprawię relację z ojcem . 
                                                                                         
Twój Eddie ;*

Zaniosłem list do Zoey pod jej drzwi ...
- Flow wskakuj mi na grzbiet czeka nas długa droga .
Flow wskoczył mi na grzbiet i polecieliśmy ...

Zoey dokończ