Błąkałem się po rozległej łące. W pobliżu nie było żywej duszy.
Maszerowałem i galopowałem już długo, nic więc dziwnego, że poczułem się
zmęczony. Położyłem się na trawie i usnąłem. Obudziło mnie jakieś
szturchnięcie. Otworzyłem oczy. Nade mną stał piękny koń. Przechyliłem
łeb i wstałem. To musi być klacz - pomyślałem.
- Czemu mnie obudziłaś piękna? - zapytałem spokojnie.
Klacz poczuła się onieśmielona epitetem piękna, ale odpowiedziała.
- Bo to niebezpieczne spać tu na granicy.
- Na jakiej granicy? - spytałem szczerze zdziwiony.
- To ty nie wiesz? - spytała - Stado Światłości, Stado Ciemności. Naprawdę nic ci to nie mówi?
Zastanowiłem się trochę, ale nic nie pamiętałem o takich stadach.
- To lepiej zaprowadź mnie w bezpieczne miejsce, dobra? - powiedziałem robiąc słodkie oczka.
Klacz zarżała rozbawiona. Uśmiechnęła się do mnie, a ja odwzajemniłem uśmiech. Ruszyliśmy na zachód.
_ Zaprowadzę cię do przywódcy, on zdecyduje, co z tobą zrobić - powiedziała nieznajoma.
- Jak brzmi imię tego anioła, który mnie ratuje! - krzyknąłem radośnie.
Klacz znowu się zaśmiała.
Kaskada dokończ