piątek, 11 października 2013

Od Śnieżki- Książę z bajki

Ach! Jaki wspaniały i magiczny wieczór. Ale... Może zacznę od początku.
Kiedy Nix zapytał się mnie o Eliksir Dorastania pomyślałam od razu, że to świetny pomysł i choć powiedziałam "zastanowię się" i odbiegłam to chciałam być już dorosła. Pomyślałam też, że fajnie by było zrobić mu niespodziankę. Zabrałam więc ów Eliksir od mamy, która na początku nie chciała się zgodzić i namawiała mnie, żebym z tym poczekała i wypiłam go duszkiem. Nagle moje nogi, tułów, głowa, ogon, grzywy i róg zaczęły rosnąć. I za 10 sekund już byłam dorosłą klaczą. Wpadłam na pomysł, żeby zostać kucharką. Często chciałam pomagać świętej pamięci Mirze, czego może nie okazywałam, ale zawsze o tym myślałam. Tak więc zawód kucharki jakoś mi się spodobał. I wtedy wpadłam na kolejny pomysł. Przygotuję dziś dla Nixa kolację na Łące. To może trochę dziwne, że dorosła już klacz, będzie jeść kolacje ze źrebakiem, ale mi to nie przeszkadzało. Wymknęłam się po południu, by nazbierać składników do mojej zupy, która przygotowywałam podczas poszukiwań. I właśnie wtedy zdarzyło się coś, co zapewne odmieniło moje życie. Spotkałam pięknego, siwego pegaza. Pił on moją zupę. Jak się okazało ogier nazywał się Eddie i pochodził z sąsiedniego stada. Od razu go polubiłam. Zaprosiłam go na Łąkę, gdzie często chodziłam jako źrebak. Zupełnie zapomniałam o Nixie. Do Nixa pałałam tylko szczerą przyjaźnią, a do Eddiego... To co innego... Do niego czułam coś więcej. Kiedy wspomniałam o "księciu z bajki" chodziło mi właśnie o tego tajemniczego ogiera ze Stada Dzikich Gór. Parę godzin wcześniej pomyślałabym pewnie o Nixie. No, ale to było parę godzin wcześniej! Niestety, nasz piękny piknik w świetle księżyca przerwała moja mama, która jak zawsze jakimś magicznym sposobem mnie znalazła. Kocham swoją mamę, ale czasami przeszkadza mi jej opiekuńczość. Na pewno by jej się nie spodobało, że siedzę z prawie obcym ogierem po nocach. Obiecałam Eddiemu, że spotkam się z nim ponownie o zachodzie słońca. Oczywiście obietnicy miałam dotrzymać. Miałam to zrobić bez najmniejszych skrupułów, gdybym nie spotkała Nixa dziś rano...
- Śnieżka, to ty- zapytał się mnie młodzik, gdy rano go przypadkiem spotkałam.
- O! Nix! Yyy... Tak to ja- powiedziałam zakłopotana.
- Widzę, ze jednak zażyłaś Eliksir- odparł zadowolony.- To dobrze! Zaraz idę po swój!
- Nie- krzyknęłam, a Nix popatrzył na mnie zdziwionym spojrzeniem.- Znaczy... Po co? Popsujesz sobie dzieciństwo. Mówię ci młody, nie rób tego. Jakbym mogła wrócić czas i nie wypić tego Eliksiru, to bym go nie wypiła- mówiłam szybko.
- Ale...
- Muszę lecieć, narka- krzyknęłam na pożegnanie i pogalopowałam w stronę Zatoki Horse.
Zrobiło mi się żal Nixa. W końcu on coś do mnie czuł... I ja do niego też, kiedyś... Ale moje uczucia się zmieniły. "Musi to uszanować"- pomyślałam. Gdy dotarłam do kamienistych plaż Zatoki postanowiłam, że przygotuję Eddiemu tort. Cukiernikiem może nie jestem, ale postaram się.
Po paru godzinach skończyłam. Tort prezentował się naprawdę świetnie. A przynajmniej tak mi się zdawało. Było popołudnie. Do zachodu słońca miałam jeszcze trochę czasu. Poszłam do Lawendy z prośbą o jakąś olśniewającą fryzurę. No i taką fryzurę mi zrobiła. Wyglądałam naprawdę pięknie. Przed odejściem Lawenda zapytała mnie jeszcze:
- A dla kogo tak się stroisz?
- Eee... Dla nikogo- odparłam.
- Nie żartuj. Przecież widzę ten blask w oku.
- No...
- Mów- zachęcała mnie.
- Dla Nixa- wypaliłam.- Pa!
I odbiegłam najszybciej jak potrafiłam. Ależ ja jestem głupia! Jak Lawenda zacznie gadać z Nixem to może się wydać, że spotkałam się z Eddim. Oby tak się nie stało.
Popędziłam po mój tort i zaniosłam go na Kolorową Łąkę. Słońce zaczęło powoli zachodzić. Myślałam już, że Eddie był tylko snem, marzeniem, zjawą, ale wtedy...
- Witaj śnieżynko- usłyszałam głos za swoimi plecami.
- Ed- nie dokończyła, odwróciłam się i ujrzałam... Nixa.
- Co tu robisz- zapytał ochoczo.
- Ja? Eee... Nic... Zupełnie- jąkałam się.
- Czyżby?
Nastała chwila ciszy.
- Wyglądasz pięknie- odparł po chwili źrebak.
- Dziękuje.
- Ooo! Jaki piękny tort- powiedział i już chciał go spróbować.
- NIE!!!!
Nix popatrzył na mnie przerażony.
- To... Dla Daisy. Mojego towarzysza- skłamałam.
Daisy spała właśnie pod drzewem. Wskazałam na nią.
- Ma dziś trzecie urodziny. To niespodzianka. Ciii- szeptałam.
- Oj! To sorki! Mogę zostać- zapytał się Nix.
- Nie- sprzeciwiłam się głośno, ale po chwili dodałam zmieszana- Znaczy.... Chcę, żebyśmy były sama.
- Aha... OK- odparł smutno ogierek.- To... Cześć.
- Na razie!
I Nix odszedł. "Uff! Poszedł sobie"- pomyślałam z ulgą. Nagle usłyszałam za sobą znajomy głos:
- Kto to był- powiedział tym razem Eddie.
- Taki... Znajomy z dzieciństwa- odparłam/
- Aha. Czego chciał?
- Chciał zostać, a-ale mu nie pozwoliłam- jąkałam się trochę.
- Jakaś ty asertywna- zażartował.
- A owszem- odparłam i oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Ooo! Jaki piękny tort- powiedział Eddie, gdy zobaczył moje dzieło.
- Przygotowałam go specjalne dla ciebie- odrzekłam i puściłam mu oczko.
Odwzajemnił się i zaczął mówić dalej:
- To co? Może skosztujemy tego cuda?
- Jak sobie życzysz, książę- zażartowałam, chociaż w głębi serca czułam, że mówię serio.
Podałam mu i sobie tort i położyłam się na trafie. Zaczęłam jeść, nie odrywając wzroku od ogiera. Ten również usiadł. Jadł powoli. W świetle zachodzącego słońca wyglądał jak jeden z bogów greckich. Lekkie promienie padały na jego umięśnione ciało. Zaczęłam sobie wyobrażać jak wraz z nim szybuję w przestworzach, on śpiewa mi serenady, a ja leżę na nim i ich słucham...
- Śnieżka? Czy ty śpisz- zapytał się nagle.
- Co- otrząsnęłam się.- Ja? Nie.
- Bo to trochę tak wyglądało.
Nastała chwila ciszy. Było słychać tylko ciche świerszcze, które bzykały na Łące swoją wieczorną melodię. Odważyłam się zagadać:
- Aaa... Ty jesteś muzykiem, tak?
- Yhym. Śpiewakiem. I wojownikiem.
- Uuu... Zaśpiewasz mi coś- zapytałam cicho i nieśmiało.
- Oczywiście- odparł z zawadiackim uśmiechem.
Zaczął śpiewać. Jego pieśń była smutna i poruszająca. Głos miał niczym anioł, który spadł mi z nieba. Śpiewał tak, jakby nie robił nic innego w życiu. Obserwowałam go dokładnie rozmarzonymi oczami. A gdy skończył cicho westchnęłam.
- Podobało się- zapytał.
- Jeszcze jak!
- Może kiedyś zaśpiewam ci coś weselszego...
- ŚNIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEŻKA- krzyknął ktoś donośnym głosem z Doliny Magicznej Tęczy.
To był tata. Tylko on potrafi tak wrzasnąć. Zwróciłam się do Eddiego
- Chyba... Muszę iść. Spotkamy się jeszcze?
- Oczywiście.
- Może tym razem u ciebie?
- Jak sobie życzysz.
- Będę czekać tutaj.
- Spotkajmy się może w nocy, co? Kiedy wszyscy już będą spać.
- Dobrze. Ale to musi być naprawdę późno. Mój tata nie śpi do jakiejś 24, a potem musi duża czasu minąć, by zasnął kamiennym snem.
- To może... O 2:30?
- Zgoda.
- Będę czekał- powiedział cicho.
- Do zobaczenia- pożegnałam się.
Zebrałam talerze, rozrzuciłam resztki, zawołałam Daisy i pobiegłam do Doliny.
<Post napisany przez Ania731 ze stada magicznej tęczy / Eddie dokończ >