Całą noc nie spałem ... Nie wiem czemu . Strasznie się czułem .
- Aaaa!
- Boże Eddie ! Co się dzieje ?! - Wleciała do mojego pomieszczenia Kaskada .
-Co się dzieje ?
- Krzyczałeś przez sen i masz gorączkę .
- Serio ? Jak mnie głowa boli ...
- Serio ... co ty robiłeś ?
- Nie bardzo wiem . Musiało mnie przewiać ... Wiesz mam do ciebie malutką sprawę .
- Jaką ?
- Mogłabyś dziś na wieczór gdzieś iść i zostawić mnie samego ?
- No okey , ale dla czego ?
- Bo mój przyjaciel ma wpaść , a się bardzo wstydzi .
- Okey ... Chcesz coś do jedzenia ?
- To już nie idziesz spać ?
- Wiesz jest już 6:45 i się nie opłaca ...
- Aha ...
Kaskada wyszła z mojego pomieszczenia , a ja nie mogłem wytrzymać .
- Eddie co ci się śniło , że się tak darłeś ? - Spytał Flow
- Miałem sen , że Zoey odchodzi z jakimś ogierem ...
- Stary ... weź się lecz na nogi bo na głowę to już za późno .
- Co ? Czemu ?
- To był tylko sen ...
- Ale realny ...
- Ja cię nie rozumiem ...
- Dobra lecę do Zoey
- Teraz ?
- No ona już nie śpi ...
- Rób co chcesz ja idę spać .
Flow położył się spać , a ja poszedłem odwiedzić Zoey . Jednak ktoś u niej był ( Mustang ).
- I , żeby mi się to nigdy więcej nie powtórzyło ! - Powiedział Mustang wychodząc
Wszedłem do środka .
- Co tera przychodzisz ?!
- Zoey uspokój się .
- Jak mam być spokojna skoro całowała cię inna klacz ?!
- Po pierwsze to był pocałunek w policzek . Po drugie to był pocałunek przyjacielski . Po trzecie gdyby to był pocałunek zakochanych to by wyglądał tak .
Pocałowałem Zoey która się od sunęła .
- Nie wierzę ci !
- Znowu przerabiamy ten temat ?!
- Tak do puki ci nie będę mogła zaufać !
- To ja w takim razie wychodzę .
Wszedłem i tułałem się po stadzie , aż do wieczora . Pod wieczór pobiegłem na łąkę gdzie byliśmy umówieni.
- Hej Eddie ...
- Hej Śnieżynko .
- Oj rozgrzewasz mnie do czerwoności ...
- Lepiej nie bo mi się tu roztopisz .
- Och to prowadź ...
Zawiązałem klaczy oczy i zaprowadziłem do jaskini . Rozwiązałem chustę .
- Ja tu ślicznie .
- Wiem ... Urządziłem tą jaskinię z moim przyjacielem Anubisem ...
- Sami ?
- Tak ... O byłbym zapomniał mam dla nas wino .
Śnieżka tylko się uśmiechnęła . Idąc po wino od razu zamknąłem jaskinie by nikt nie wszedł .
- Proszę ...
- Dziękuję ...
Po 2 butelkach wina języki nam się tak rozplątały , że mieliśmy mnóstwo tematów . W połowie 3 butelki wina stało się coś niespodziewanego . Moje chrapy i jej w świetle księżyca spotkały się , ale tak delikatnie i namiętnie ... Potem nastąpiło zbliżenie ...
...
...
Po jak by to powiedzieć upojnej nocy obudziłem się przy Śnieżce . Ona jak wstała od razu pobiegła przed jaskinię i zwymiotowała ...
- Wszystko okey ?
- Nie bardzo ... Chyba już pójdę .
- Aha ... Szkoda , ale dobra .
Śnieżka pozbierała się i poszła do swojego stada . Ja posprzątałem jaskinię na błysk i poszedłem na łąkę myśląc , że ją spotkam . Było już ciemno , ale wierzyłem , że Śnieżka przyjdzie . Zza drzewa wyszła Śnieżka. Była bardzo zdołowana .
- Co się stało ?- Spytałem
- Wiesz po naszej nocy wymiotowałam i poszłam od razu po powrocie do medyka ...
- Więc ?
- Postanowiłam zrobić test ciążowy i wyszedł pozytywnie ... Czyli zostaniemy rodzicami .
Nagle zakręciło mi się w głowie .
- Wiesz ja pójdę . Bo źle się czuję ...
- A spotkamy się jeszcze .
- Może ... Nie wiem ...
Pobiegłem do jaskini cały wystraszony . Przecież jak się dowiedzą o jej ciąży to będzie źle . W głowie miałem mętlik . Do jaskini weszła Zoey , a ja straciłem przytomność . Ocknąłem się u Anothera .
- O Eddie dziękuję , że wróciłeś do nas ... - Zażartował Another
Mi nie bardzo było do śmiechu ... Co ja powie Zoey ? Postanowiłem o ciąży Śnieżynki nikomu nie mówić .
Śnieżka dokończ