piątek, 11 października 2013

Od Śnieżki - O Matko !

O matko! Matka mnie zabije! Nie dość, że piłam wino z nieznanym do końca ogierem, to jeszcze... CIĄŻA?! Nie... Nie wierze. Po co ja to zrobiłam?! Mogłam mu odmówić! Mogłam się nie zgodzić! Ale nie potrafiłam... Kocham go... Choć nie wiem, czy on o tym wie...
Kiedy usłyszał o dziecku, nie był zadowolony. Uciekł. A ja? Teraz mam zostać sama?! Matka na mnie nawrzeszczy, ojciec zabije, a rodzeństwo mnie odrzuci! Nie!!! Błagam!!! Nie chce być w ciąży! Chcę odwrócić bieg czasu! Błagam!!! Błagam!!! Błagam...
Szlochałam tak przez cały wczorajszy dzień. Z całą pewnością mogę zapewnić, że czułam się 1000 razy gorzej od Laury. Może póki co nie było ślady ciąży, ale lada moment mój brzuch zacznie rosnąć i wtedy się wyda! A ja tego nie przeżyję! Dosłownie!
Nie wiedziałam, co ze mną będzie. Nie wiedziałam co robić. Nie miałam się kogo poradzić. W przypływie heroizmu postanowiłam pobiec do mojego Eddiego. Biegnąc ile sił w nogach dotarłam po starej ścieżce do jaskini. Wprawdzie Eddi zasłonił mi oczy, gdy szliśmy, ale widziałam kątem oka niektóre charakterystyczne krzewy.
Jaskinia była pusta. Wydawała mi się teraz o wiele brzydsza, niż tamtej, pamiętnej nocy. Rozglądnęłam się. Nikogo nie było.
- Hop, hop- krzyknęłam.
- Hop, hop... Hop, hop... Hop, hop- odpowiedziało mi echo.
- Jest tu kto?
- Jest tu kto... Jest tu kto... Jest tu kto...
- Eddie?
- Eddie... Eddie... Eddie...
Nikogo. Tylko echo. Wybiegłam z jaskini i pognałam w stronę jakiegoś mrocznego jeziora. Okropnie się bałam. Mgła zasłaniała mi całą drogę. Ale parłam na przód...
Kiedy byłam już przy ciemnej tafli wody, przystanęła. Byłam zmęczona, spocona i głodna. Napiłam się wody z jezioro. Była ohydna, a jej smak przyprawiał mnie o dreszcze. Kiedy podniosłam głowę ujrzałam unoszącego się nad wodą pegaza. Z zaskoczenia wywróciłam się do tyłu.
- Witaj- powiedział złowieszczo nieznajomy.
Nie odpowiedziałam.
- Co? Język ci ucięli?! Przywitaj się- wrzasnął.
- Cz... Cześć- powiedziałam przerażona.
- No, teraz lepiej. Jestem Death. Miło mi cię poznać. Jak się zwiesz?
- Śnieżka- mówiłam przerażona.
- A więc witaj ŚNIEŻKO- odparł, stawiając akcent na "Śnieżko".- Widzę, że to nie twoje klimaty, złociutka.
- Trochę- szeptałam przestraszona.
- Mów głośniej- ryknął w moją stronę.- Co cię tu sprowadza?
- J... Ja... Szukam kogoś- przyznałam się.
- Tak? A kogo?
- To... To nie twoja sprawa- powiedziałam odważnie.
- MILCZ! Każda sprawa jest moja, rozumiesz- zapytał, grożąc mi.
- T... Tak- odparłam cichutko.
- Zacznijmy jeszcze raz- powiedział łagodniej.- Śnieżko, co cię tu sprowadza?
- Szukam kogoś...
- A kogo?
- Takiego ogiera.
- Jak się nazywa?
- Nie wiem- skłamałam.
- Zamknij się! Widzę, że kłamiesz! Mów prawdę, albo pożałujesz!
- O... OK- jąkałam się ze strachu.- Szu... Szukam... Ed... Eddiego- powiedziałam w końcu.
- Eddiego, tak? Hm...
Nastała cisza. Czarny ogier przyglądał się mi uważnie. Następnie stanął tyłem do mnie i odrzekł:
- Wsiadaj.
- Co- zdziwiłam się.
Wiedziałam, że chce mnie "podwieźć". Ale nie chciałam być podwożona.
- WSIADAJ, MÓWIĘ!!!!
- O... OK...
Wlazłam przerażona na jego grzbiet. Było strasznie niewygodnie. Nie chciałam lecieć. Ale było już za późno.
- Trzymaj się- rzucił Death i wzbił się w powietrze.


<Post napisany przez Anie731 SMT| Eddie dokończ>