- Laura! - zawołałem.
- Tu jestem!
Podszedłem do klaczy. I otarłem o nią łeb. Uśmiechnęła się i zrobiła to samo.
- Chciałem ci cos pokazać.
- Już mnie ciekawość zżera.
Zaprowadziłem ją na środek jaskini. Tam leżał koszyk piknikowy i świeczki. W jaskini akurat panował półmrok więc było idealnie.
- Nie wiem do końca co lubisz, wiec mam wszystkiego po trochu.
Położyliśmy się koło siebie uśmiechnięci. Spojrzałem na Laurę i stwierdziłem: teraz albo nigdy.
- Kocham cię -szepnąłem jej do ucha.
Spojrzała na mnie i....
Laura?