- Tak.. to dziwne wiesz? - powiedziałam sobie w myślach
- Bo kurw** trafiasz w złym momencie! - krzyknęłam, a klacz odwróciła się. - Jak ty do mnie mówisz!? - Normalnie nędzna szmato... - odpowiedziałam jak by mnie to nic nie ruszało. Byłam wyluzowana jak bym była na haju. - Chyba nie! Teraz dostaniesz nauczkę! - powiedziała i chcąc mnie kopnąć stanęła dęba - Ho, ho, ho córeczka alf pokazuje swe zachcianki. Nie ze mną takie numery. - powiedziałam i zrobiłam unik - Nie będzie ci ze mną tak łatwo! - A właśnie, że tak! - powiedziałam i naplułam jej na twarz - E! Co ty se myślisz! Pojeba** cię? - Nie, chyba ciebie. Czekaj, zaraz zadzwonię po Anothera żeby ci dał kroplówkę na nieogarnięcie. - Chyba tobie jest potrzebna! - Takie małe, niedorozwinięte dzieciaki mówią cały czas ,,chyba ty'' - A takie głupkowate stworzenia jak ty gadają głupoty - Czyli co? klacz zamilczała - I co? Zatkało kakało? Nagle coś poruszyło się w krzakach. Popatrzyłam tam, a Costa wykorzystała moje zamyślenie i zaatakowała. - Zostaw mnie! Nie masz prawa mnie tykać! - powiedziałam przyciśnięta do drzewa. - He, he. Mała klaczka pokazuje zachcianki. Nie chce mi się ciebie słuchać! - krzyknęła ..... ...... ...... Ta walka trwała długo i długo. W końcu oby dwie padłyśmy wykończone. Na polu bitwy nie było nic. Drzewa powywalane, trawa spalona... - To co? - powiedziałą Costa ostatkiem sił - Czyli? - Kto wygrał? - Może być, że oby dwie? - Okey. Ja podniosłam się, ale Costa nie umiała wstać. Pomogłam jej. - Dzięki - Ja już lecę. Narazie. - Ehe, tylko gdzie ja pójdę. - zamyśliłam się Wlekłam się sama po nocy. Nagle podszedł do mnie Death - Co ty tu robisz sama? - Nie wiem... nie mam gdzie iść. (Death?) |
||