Zastanawiałem się chwilę. Ale jak mam to udowodnić? Sam nie pamiętam co
sie działo. Co zrobiłem, czy powiedziałem. Ale to nie dowód. Nie mam
dowodu.
- Nie mam dowodu. Wiem, że nie mam pojęcia co się działo i co
powiedziałem, bądź zrobiłem. Wiem, że coś na pewno, bo Dark mi nagadał o
tym i ty jesteś zła. Wiem tez, że to żaden dowód. I nic nie poradzę, że
wierzysz mu. Z szacunku dla ciebie nie użyję nieciekawych
przymiotników. Wiem że kocham cię i nigdy bym cię nie skrzywdził. Nie
potrafiłbym. Rozklejasz mnie i mam nogi jak z waty, nie potrafię się
bronic i gniewać. Ty nastawiasz mnie pozytywnie, więc jak mógłbym cię
skrzywdzić.
- Ale to zrobiłeś.
- Chyba i ja powinienem w to uwierzyć. Nic więcej powiedzieć nie mogę,
bo nie wiem co się stało. To cała prawda. A więc osądź mnie jak
zechcesz. Całkowicie poddaje się twojej woli.
Powiedziałem wszystko co leżało mi na sercu. Trochę mi ulżyło i
wiedziałem, że jeśli ona nie uwierzy to, to serce skamienieje. "Wiem że
nic nie wiem" jak mawiał filozof.
<Crystal?>